Tytuł: Łódzka,Majewskiego,Stryjewskiego
Liczebność zbioru: 4
Autor: nieznani
Okres: 1945- 70
Twórca: Tekst: Małgorzata Miotk - Cieśla
Miejsce zdarzenia: Lębork
Ofiarodawca: Jolanta Czapiewska, Danuta Szlenk
Rodzaj: Obraz, Tekst
Umieszczone w OSA: NIE

 

                                                                                             

 

Wspomniani a niezapomniani

z ulicy Łódzkiej, Majewskiego, Stryjewskiego

 

Po wyzwoleniu Ziem Zachodnich od 1945r., miasta i wsie, także ulice, zmieniły swoje nazwy. Lauenburg przyjął nazwę Lębork. Jako lęborczanka, moje dzieciństwo, młodzieńczość i dojrzałość spędziłam w Lęborku. Chodziłam właściwie po wszystkich ulicach, dróżkach i alejkach. Niektóre z nich są już dawno zapomniane. Lębork po wojnie był w opłakanym stanie. Nieraz myślałam, ile tu było zmartwień i nieszczęść. Z opowiadań rodziców i znajomych (autochtonów), i zdjęć dowiedziałam się, gdzie znajdowały się piękne domy i warsztaty pracy. Za zniszczenie miasta obwinia się wojska sowieckie. Niektórzy mieszkańcy w latach 1945-1946 zostali wypędzeni i wysiedleni ze swoich domów i mieszkań. Pozostała garstka autochtonów.

Do Lęborka przyjeżdżali w tym okresie  ludzie, którzy przez wojnę zostali pozbawieni mieszkań i dorobku swojego życia, również doznali krzywd ze strony wojsk nazistowskich. Każdy szukał tu szczęścia – byli szabrownicy, grabili co się dało , drudzy szukali mieszkań i uczciwej pracy, a komu się poszczęściło, zajęli domy i mieszkania z pełnym wyposażeniem. Ziemia lęborska była przyjazna dla osiedleńców ze wschodu, kresów, centralnej Polski oraz południa.

Po latach pozostały wspomnienia tamtych chwil i pamiętnych przeżyć. Na spotkaniach rodzinnych, okolicznościowych u znajomych, sięgamy pamięcią do  dawnych nazw ulic i mieszkańców, którzy przy nich zamieszkali. Np. ulica obecnie M. Stryjewskiego w latach 1945 – 1950 była to ulica Łódzka. Osiedlili się tam mieszkańcy z Łodzi, okolic Warszawy i kresów. Na rogu tej ulicy był sklep zwany Złoty Róg. Początkowo handlowano tam artykułami spożywczymi, alkoholem i mięsem. Gdy ulica zmieniła nazwę na Majewskiego, mieścił się tam zakład fryzjerski, a obecnie prywatne mieszkanie. W tym domu nr 13 zamieszkują państwo Olechowie (nauczyciele), p. Sikora i państwo Śliwowie z gromadką grzecznych i pracowitych dzieci. Zdobyli wykształcenie, wyprowadzili się i wyjechali z Lęborka. Od Złotego Rogu – w stronę Domu Starców – dzisiaj ma inną nazwę -  były gospodarstwa p. Mackiewiczów. Obecnie znajduje się tam sklep spożywczy i piekarnia p. Skrzypkowskiego. Dalej, przy dużym ogrodzie Kellermana, było gospodarstwo pp. Anisimowiczów następnie pp. Kaliszów, Rogulskich, Parasów i p. Gintera Kiedrowskiego. Po drugiej stronie ulicy znajdowało się gospodarstwo Fiederowiczów. Ich chłopcy hodowali gołębie o różnych odmianach. Każdy coś hodował. Bydło gospodarzy wypasano na łąkach przy ulicy Poznańskiej. Latem, w latach 1951-1954 na tych łąkach stacjonowały tabory cygańskie - kolorowe wozy, Cyganki - było wesoło. Dzieci zaprzyjaźniły się z Cyganeczką  imieniem Rózia.

Wszystko się zmieniło – nie ma już gospodarstw. Stoją domki jednorodzinne. Za tymi gospodarstwami o pięknej architekturze był i jest Dom Starców. Smutna nazwa. Od roku 1945 – do jakiegoś czasu zarządzały i opiekowały się pensjonariuszami zakonnice w brązowych habitach- Albertanki.  Wśród pensjonariuszy były szlachcianki ze Lwowa, a z Wilna dwie hrabianki i autochton prof. Maksymilian Kolch. Mieszkańcy z pobliża odwiedzali samotnych – przynosili smakołyki. Organizowali Jasełka – artystami były dzieci z Majewskiego i Orlińskiego. Dom Starców, w późniejszych latach został rozbudowany – poszerzony w stronę ul. Orlińskiego. Naprzeciw stoi dom z czerwonej cegły – zamieszkały po wojnie przez autochtonów. Na pierwszym piętrze mieszkała pani Ula Z., która wróżyła z kart przyszłość. Obok stoi szary dwupiętrowy dom, na nim znajdowała się skrzynka pocztowa, dlatego nazywaliśmy go dom pocztowy – fakt, że zamieszkiwali tam urzędnicy poczty. Mieszkała tam też pani Elżbieta Szykut (Kołacińska), nauczycielka, która uczyła w Szkole Podstawowej nr 4. Brat Pani Eli, Józef, naprawiał sprzęt telewizyjno – radiowy. Mieszkała tam też ceniona położna pani Podhorodecka. Rodzące panie miały szczęście, gdy na położnictwie był dyżur tej Pani. Następny domek, niepozorny z wyglądu – a wewnątrz atmosfera serdeczna - mieszkała w nim moja koleżanka Zdzisława J. z rodzicami, braćmi oraz ich ciocie, stryjkowie, wujkowie.

Ludzie z kresów byli gościnni, częstowali tym co ugotowali, upiekli, zapraszali w odwiedziny. Mama Zdzisi – pani Jankowska, była krawcową, pracowała też w kuchni w Szkole Podstawowej nr 1 i w Szkole nr 4. Pan Rusak miał konia i wóz, którym zwoził złom. Mieszkał z rodziną też w tym domu. Obok był sklep spożywczy, w którym pracowała p. Gołąbkowa i do dziś istnieje. Na rogu ulicy była piekarnia p. Rosińskiego gdzie Wwpiekano chleby okrągłe dwukilogramowe i mniejsze podłużne, bułeczki, rogaliki z makiem. Przed świętami nosiło się w foremkach ciasta do upieczenia do piekarni, a zapach rozchodził się po całej okolicy. W sklepie nabiałowo – mleczarskim, sprzedawała p. Anielka Czajkowska – przeniosła się później na ul. Polewskiego. Przy rondzie – wysepce i słupie ogłoszeniowym, stoi niski parterowy dom nr 52. Większość domów miało dwa wejścia: z frontu i podwórka. Zamieszkiwali tam autochtoni, jak p. Szyrmacher- Repp. pani Ruth (imię) grała na akordeonie i pianinie, dzieci jej to Pacewicze. Inni, którzy tam mieszkali to pp. Górscy, Płotkowie, Januszowie (dziadkowie Zenka i Marysi). Zamieszkiwał tam poeta Mieczysław Stryjewski, inwalida. Często siadywał na wózku inwalidzkim, a niekiedy przesiadywał przy kiosku z gazetami, gdzie pracowała p. Stryjewska (mama). Dzisiaj domek jest po remoncie, wmontowana jest tablica pamiątkowa, ku pamięci Miecia Stryjewskiego.  Spacerując po tej ulicy, można było spotkać takich mieszkańców jak: pp. Tomaszewskich, Zagrodników, Bielawów, Stachowskich, Wańkowiczów, Gertnerów, Baranowskich. Na tej ulicy był magiel – urządzenie do wygładzania bielizny, obrusów, i firan. Za tę usługę pobierano drobną opłatę. Była pani, która plisowała materiały na spódniczki, sukienki. W zadbanym budynku mieszkali pp. Wierzbowscy i Chabowscy. Państwo Jereczkowie (stolarz) mieli stolarnię. Ich syn Daniel rzeźbił w drzewie ikony. Mieszkał też z mamusią, chłopczyk Zbynio. Oj, dał się niektórym we znaki. Wyrósł i po latach Zbyszek był koleżeński, uczynny i szarmancki (już nie żyje) – wielka szkoda. Należy też wspomnieć zakład zegarmistrza p. Wierzbowskiego. Przez nieostrożność jednego z uczniów przy czyszczeniu zegarków, wzniecił się pożar. Bardzo ucierpiał mój kolega szkolny, przystojny młodzieniec Janek Stowba. Zakład zlikwidowano (mieścił się w wąskiej uliczce przy ulicy Staromiejskiej).

Gospodarstwo pp. Mülerów, przy ul. Stryjewskiego, zniknęło i pozostał zielony plac, gdzie zlatują się gołębie. W latach 1961 – 62 organizowano tam ogródki jordanowskie, które wyposażone były w sprzęt taki jak: karuzela, zjeżdżalnia i inne do pokonywania przeszkód. Uczennice LPWP miały popołudniowe zajęcia i za zadanie zabawiać dzieci, również z tej ulicy. Trzeba było tę działalność przerwać, gdyż paru podrostków przeszkadzało, rzucali kamieniami itp. wiadomo jak się zachowywali. Takie Ogródki Jordanowskie były w Parku Chrobrego, przy ul. Sienkiewicza, przy ul. Targowej. Często można było spotkać na mojej ulicy Ewkę K, która prosiła, to co kolorowe i świecące – koraliki, bransoletki, buteleczki po perfumach i lusterka. Niektórzy mieszkańcy wystawali przed domem jak Pan Kaliński czy p. Majer. Nieraz było słychać grę na pianinie dziewczynki, blondyneczki z loczkami i dużą kokardą na głowie. Wyglądała jak księżniczka. To Jola, wnuczka Pani Gołąbkowej.

Miło jest powspominać znajomych, moich rodziców, państwa Lisów i Gizelę, Józefa Wernerów (jego wytwory ceramiczne przekazaliśmy do lęborskiego muzeum) czy też wysportowaną, z poczuciem rytmu, Panią Danusię Jóskowską – Blank, która prowadziła lekcje rytmiki w przedszkolach, i Panią Ewę Studzińską – Kłosowską, która jako dziecko mieszkała na tej ulicy  i wyprowadziła się z rodzicami. Obecnie jest prezeską Stowarzyszenia na 102 w Lęborku, jest bardzo czynna społecznie i bardzo zaangażowana w działalność na rzecz seniorów i społeczeństwa Lęborka. Pry tej tej ulicy zamieszkiwali pp. Z. Toczkowie. Z ich synem Zenkiem chodziłam do szkoły. Inni sąsiedzi to Ryszard Górny z mamą i siostrami. Jedna z sióstr jest fryzjerką w „Belwederze” to p. Hejka.

Znałam państwa Kotowskich, Krampów, Kiedrowskich. Prawdopodobnie p. Kotowski (senior) był pilotem w Szkole Szybowcowej w Lęborku- córki to Krystyna, Marysia, imion synów nie pamiętam. W tym samym ciągu ulicy mieszkał nauczyciel p. Florian Stolc, który uczył matematyki w Szkole Podstawowej Nr 4 – awansował na Kierownika Szkoły Podstawowej Nr 3 i na Dyrektora Szkoły Podstawowej Nr 8 w Lęborku. Pan Stolc będąc na emeryturze był prezesem ZNP w Lęborku. Mieszkał tam również pan Kościński (nauczyciel), był też prezesem ZNP i kierownikiem Klubu ZNP – zapaleńcy  gry w brydża, spotykali się w Klubie. Córka tych państwa- Maryla była żoną Piotra Janczarskiego z zespołu Niebiesko – Czarni. Ich synek miał na imię Maj, wraz z babcią -panią Kościńską -odwiedzał Przedszkole Nr 1 w Lęborku, aby móc się pobawić się z rówieśnikami.

Po tej samej stronie stał za ogrodzeniem dom z balustradą balkonową. Mieszkali tam państwo Kulczyccy, a na parterze pan Pobrucki i repatrianci. Obecnie dom ma inny wygląd i są inni mieszkańcy. Był też skup butelek, zakład szklarski, zakład szewski. Szewcami byli pan Czech, pan Gaffke, pan Nadworski. Te pomieszczenia przebudowano na sklep spożywczy. Ekspedientką tam była Pani Stasia. Dzisiaj jest to lokal prywatny, mieszkalny. Długo spełniał swoją rolę sklep masarniczy. Często stałam tam w kolejce, takie niestety były czasy. Obok, za drewnianym płotem, mieścił się Zakład Żeliwiak, w którym pracowali panowie z ul. Orlińskiego, Żmudzccy. Kierownikiem tego zakładu był pan Negowski, ojciec Ryszarda Negowskiego. Były zakłady usługowe: fryzjer, krawiec, malarz, tapicer. W przedszkolu Nr 4 pracowały mieszkanki tej ulicy: pani Łeppek, H. Głowacka, H. Kisielewska.

W latach 1956 – 1958 jesienią z tej ulicy jeździły kobiety na wykopki Starem – takim dużym samochodem - do PGR-u, zarabiały i przywoziły ziemniaki na zimę.

Z perspektywy czasu można ocenić, że mieszkańcy tej ulicy byli bardzo pracowici.  Pracowali w trudnych warunkach: w Manufakturze, Ceramice, Cegielni, w Zakładach Roszarniczych, Beczkarni, itp. Dzisiaj są specjalne wsparcia dla rodzin wielodzietnych, matek samotnych, osób zaniedbanych. Często na spotkaniach, zlotach wspominamy dostojną Panią Lipkowską, nauczycielkę języka angielskiego, której mąż był lekarzem weterynarzem, zaś matka Pani Lipkowskiej była malarką. Synowie Pani Lipkowskiej to Konrad i Michał (bliźnięta) i ładna córka Maryla. Nie można pominąć przystojnego komendanta Milicji Obywatelskiej pana Gąsiorowskiego z rodziną, ani, państwa Dropczyńskich – synowa, to pani Adela Dropczyńska – Andrzejewska, która pracowała jako nauczycielka w Przedszkolu Nr 2, w pionie ćwiczeń, przy ul. Kossaka. Na emeryturze pisze wiersze, wydała zbiór pt. „Wiersze życiem pisane”. Szwagierką pani Adeli jest pani Wiatrakiewicz, która miała zakład szycia czapek przy ul. Bieruta (Staromiejska).

Pamiętam procesje z okazji Bożego Ciała, wtedy okna na tej ulicy były pięknie przystrojone w symbole religijne, obrazy święte. Mieszkańcy pielęgnowali tradycje jak Mikołajki, święcenie pokarmów, lany poniedziałek. Część młodzieży ukończyła Liceum Pedagogiczne, Ogólniak, Szkoły Zawodowe. Zdolniejsza młodzież mająca  warunki ukończyła studia.

Zdziwicie się skąd znam tyle osób i faktów. Od dziecka przemieszczałam tę ulicę, wzdłuż i wszerz idąc do szkoły, do sklepów, kościoła, i do pracy. Niektóre osoby znałam z widzenia i z ławki szkolnej. Jednych poznałam przypadkowo, a z drugimi się przyjaźniłam. Na szczęście mam dobrą percepcję wzrokową i pamięć, za co Bogu dziękuję. A dzisiaj jestem rzadkim przechodniem, mijam niektóre domy wyremontowane, od zewnątrz wymalowane, a niektóre zdewastowane czekają na remont, są też inni już mieszkańcy. Spotyka się osoby spieszące po „eliksir” do sklepu Skrzypkowskiego, to już inne pokolenie młodsze.

Nie ma tych z ul. Łódzkiej, Majewskiego, dzisiejszej Stryjewskiego.

A co dziwne w tym wszystkim, członkowie rodzin, którzy dokuczali, autochtonów wyzywali od Niemców, hitlerów i ich poniżali, są dzisiaj w Niemczech i nie mają zamiaru wracać.

Ale jaki ten świat jest przewrotny.

Przedstawiłam krótki opis znanych i niezapomnianych mieszkańców tej ulicy.

 

 

 

"Złoty Róg"kamienica z nr 9z tyłu kamienica nr 10Kiosk Ruchu przy Majewskiego  ( a może to już Pl.Kopernika ?)Rok 1956. Fotografia zrobiona na podwórku kamienicy nr.9. W tle drewniana stodoła,która stała przy Malczewskiego.Za nią już tylko łąki.

Kolekcja Jana Formeli 2
Tytuł: Chór Harmonia
Liczebność zbioru: 8
Okres: 1971-1980
Miejsce zdarzenia: Lębork
Ofiarodawca: Jan Formela
Rodzaj: Obraz
Umieszczone w OSA: NIE

               

 

                      Historia Chóru HARMONIA została opisana w książce Lucyny i Wojciecha Siedlików pt. Lębork na pięciolinii.Kronika muzyczna miasta od 1945r. Lębork,2010 str.232- 233 

Tytuł: Podwórka.- Kościuszki, Tczewska....
Liczebność zbioru: 4
Okres: 1958- 1965
Miejsce zdarzenia: Lębork
Ofiarodawca: Wiesław Budkowski (WB),Jolanta Sandach
Rodzaj: Obraz
Umieszczone w OSA: NIE

Rok 1958,Zdjęcie podarowane przez Wiesława Budkowskiego przedstawia przyjaciół z czworokąta ulic: Tczewska, Luksemburg,Grudziądzka, Kościuszki.  Od lewej Jan Szmitke,Helmut Słowikowski, Lidia Bielecka, Irena Bach, Gerard Dawidowski,Maria Sulik.ul Kościuszki,zanim wybudowano szkołęWandy wasilewskiej ok. 1958Dzieci z podwórka przy Kościuszki 27

 
Tytuł: „On ma być nauczycielem. Cząstka pracy w 47-leciu stażu".
Liczebność zbioru: 1
Autor: Bolesław Bykowski
Ofiarodawca: ZNP oddz.Lębork
Miejsce wytworzenia: Lębork
Rodzaj: Tekst
Umieszczone w OSA: NIE

 

                                                                                                                                                                                                         Bolesław Bykowski

 

 

                                                                                                           " On ma być nauczycielem.
                                                                                                         Cząstka pracy w 47-leciu stażu".

 

 

Życie moje, to tak jak w piosence „Owe dni wspominać będziesz, nie zapomnisz owych dni". Będąc jednym z pierwszych absolwentów, po 10-miesięcznym kursie Liceum Pedagogicznego w Lęborku ze świadectwem dojrzałości (Nr 20A z dnia 30 lipca 1948 r.), zostałem skierowany nakazem pracy do Paraszyna, gm. Rozłazino, pow. Lębork przez inspektora szkolnego p. Zygmunta Wyckiego (poinformował mnie, że mam się zgłosić u kierownika szkoły p. Antoniego Gackowskiego w Rozłazinie). Po rozmowie z inspektorem wróciłem do Liceum Pedagogicznego, aby pożegnać się z kolegami. Okazało się wówczas, że Kazimierz Hilla, uczeń kl. III oraz zawodnik naszej szkolnej drużyny SKS - LP (piłka siatkowa), mieszka w Rozłazinie na plebanii kościoła, gdzie jego ojciec jest organistą. Tak też do Rozłazina wybraliśmy się razem. Po krótkiej dyskusji i skonsumowaniu podwieczorku w domu u p. Hillów, Kazik odprowadził mnie 0,5 km wskazując trasę 7 km do Paraszyna. Żegnając się z akcentem wypowiadał słowa: „Trzymaj się prawej strony lasu. Nie zbaczaj, a dojdziesz do celu". Rozeszliśmy się, jednakże po czasie jeszcze raz odwróciłem się, ale Kazika już nie widziałem.

Na piątym kilometrze (być może), kiedy odpoczywałem zobaczyłem orne pola, łąki oraz dym unoszący się zza lasu, a opodal gospodarza bronującego jednym koniem połać pola. Pozdrowiłem go: Szczęść Boże, odpowiedział: Bóg zapłać. Ośmielony zapytałem: Czy daleko do Paraszyna, do szkoły? Wyjaśnił, że czeka mnie jeszcze dalsza wędrówka: 1,5 km do Paraszyna, a do szkoły 2,5 km. Jednakże pomagając mu wrzucić brony i swoją walizkę na wóz w dalszą moją „podróż życia" wyruszyliśmy już razem. Podczas jazdy dowiedziałem się, że szkoła jest spalona. Aktualnie gmina przygotowuje szkołę w budynku tzw. pocelnym po „Granschucie" (przed wojną przebiegała tu granica polsko-niemiecka). Na rozmowie czas szybko przeleciał, gdy zatrzymaliśmy się na mostku rzeki Łeby obok posesji sołtysa Józefa Kleiny i żony jego Heleny, którzy pracowali przy drewnie na opał. Kiedy zszedłem z wozu i podziękowałem woźnicy (jak się później okazało p. Bulmanowi, którego dziecko uczęszczało do szkoły) sołtys na mój widok podniósł głowę i patrząc na mnie oraz swoją żonę radosnym głosem powiedział: „Zdrzy białka szkony idze". Przestali pracować, zaprosili do wnętrza domu, gdzie panował półmrok i zapalili – ku mojemu zdziwieniu – lampę naftową. Na płycie żelaznej kuchni w żelaznym garnku unosiła się para ciepłej wody. Szybko się umyłem słysząc głos gospodyni zapraszający do stołu. Byłem głodny, zmęczony po tak długiej marszrucie i mnogości wrażeń. Kolację jednakże pamiętam z detalami – chleb, masło swojskie, tzw. zimne nóżki („zilz"), ogórkowe pikle i pytlowana szynka suszona w piecu po wypieczonym chlebie oraz kawa z mlekiem. Była to wprost uczta po internackim jedzeniu dająca zapomnienie o lampie naftowej.

Paraszyńska pierwsza noc wydawała się być jedną z najdłuższych w mym życiu. Nie mogłem zasnąć. Myślałem o szkole: „Jak wygląda? Jaka jest?". Obok mnie leżał sołtys, który owej nocy nie był skory do rozmowy. Był bardziej tajemniczy i nieufny. Ja jednak, czując się bardzo niepewnie i samotnie zacząłem się mu jednak zwierzać – Urodziłem się w Tarnopolu, ojciec mi zmarł w 1940 r., gdy miałem 12 lat. Brat mój Eugeniusz mając 18 lat został żołnierzem I Dywizji im. Tadeusza Kościuszki i szturmował Berlin, a ja mając 16 lat chciałem bardzo walczyć. Przekroczyłem granicę w Rawie Ruskiej i w Lublinie w oddziale gospodarczym przy sztabie generała Berlinga robiłem buty na front, a wieczorami chodziłem na kurs szoferski. Moja matka Olga była bardzo odważną kobietą. Na podstawie numeru poczty polowej z Tarnopola do Międzylesia pod Warszawą dotarła na front do ziemianki brata Eugeniusza. W drodze powrotnej odwiedziła mnie w Lublinie błagając, żebym nie szedł na front, mówiąc: A jak Gieniu zginie z kim ja zostanę?

Sołtys się ożywił, zaczął opowiadać o Paraszynie, o napływowej ludności kaszubskiej z pobliskiego Tępcza, o miejscowej ludności niemieckiej w Łówczu Dolnym, Średnim i Górnym. O tragedii w pobliskim lesie, gdzie właściciel majątku zamieszkujący XVIII-wieczny dworek – p. Kobus – w obawie przed represjami ze strony Armii Czerwonej uśmiercił żyletką trzy córki, żonę i siebie. Poderżniętego 16-letniego syna Heinza Kobusa sowieci odratowali, jednak na jego szyi pozostała wielka szrama (Uczyłem go na kursie dla analfabetów).

Rano, po śniadaniu, sołtys zaprzągł jednokonny powóz i udaliśmy się w kierunku Porzecza. Jechaliśmy równolegle z prądem malowniczej pradoliny rzeki Łeby, gdzie lodowiec ukształtował rzeźbę krajobrazu po obu stronach rzeki o znacznych wysokościach. Po lewej stronie drogi minęliśmy zgliszcza byłej pięknej szkoły, z prawej strony wzgórze – miejsce, gdzie stoi krzyż i miejsce egzekucji rodziny Kobusów oraz wzgórze, gdzie już podczas nauki demonstrowałem zjazdy na nartach.

Po przejechaniu 100 metrów stanęliśmy przed budynkiem „pocelnym", przyszłą szkołą. Widok, który przed nami się roztaczał nie był przyjazny... Cztery ściany i zdewastowana podłoga – przyszła szkoła, w której brakowało nie tylko okien i drzwi. Ale to nas, a przede wszystkim mnie, nie zniechęciło. Już na miejscu udało nam się załatwić woźnego do opieki nad przyszłą szkołą p. Michała Miotka, człowieka z wielodzietną rodziną. Nie ukrywam, że dla mnie był to początek dalszych perypetii lokalowych.

Za rzeką idąc lasem do szkoły, w miejscowości Tępcz mieszkał p. Józef Wąsiewski z żoną lwowianką która pokrzepiła mnie na duchu i wspólnie wyrazili zgodę na dwutygodniowy mój pobyt u nich – wraz z wyżywieniem – do czasu wyremontowania pomieszczeń przy szkole u państwa Bobkowskich.

Jadąc później do gminy (Rozłazino) w Nawczu załatwiliśmy u kierownika szkoły p. Jana Wolskiego (dr pedagogiki, wykładowca PAP w Słupsku w latach 60) ławki szkolne, które zobowiązał się dostarczyć do Porzecza. W gminie zastaliśmy wójta p. Stefana Gabrysia. Po wypowiedziach można było zorientować się, że jest sympatycznym, odpowiedzialnym i słownym człowiekiem (m.in. w przeciągu dwóch dni wstawiono okna i drzwi w szkole). W Rozłazinie tegoż dnia, na rachunek gminy, zakupiliśmy lampy, naftę, szczotki, szufelki, materiały kancelaryjne dla kierownika szkoły. Po tak intensywnym dniu, wracając do Tępcza, na twarzach naszych można było odczytać wielkie zadowolenie z załatwionych spraw. Zwłaszcza widać to było wyraźnie u sołtysa. Był to wyskoki, przystojny mężczyzna około 30 roku życia, żonaty i mający pięcioletnią córkę. To on pierwszy zaczął darzyć mnie wielkim zaufaniem i szczerze zwierzył mi się, że jestem czwartym nauczycielem, który tu pozostał. Również opowiedział mi (jak ja to uczyniłem wcześniej) część swojego życia dotyczącego okresu wojny, m.in., że był on zwerbowany do Wermachtu, walczył pod Stalingradem przeżywając piekło wojennej pożogi.

Dnia 15 września 1948 roku zebrały się dzieci w klasie. Było ich 37. Rocznikami podzieliłem je na oddziały o klasach łączonych I-II, III-IV a jedna z dziewczynek – Aniela Miotk – „tworzyła" klasę piątą. Założyłem arkusze ocen, podałem plan godzin. W ten sposób rozpoczęły się pierwsze dni nauki.

Uczyłem dzieci polskie, kaszubskie i niemieckie. ...A przecież te kaszubskie to też polskie. Początkowo były widoczne podziały, ale z czasem zanikły. Zabawy, wycieczki, zawody sportowe zatarły różnice. Ukonstytuował się Komitet Rodzicielski. Przewodniczącą została wybrana żona leśniczego p. Irena Wąsiewska, która dobrała sobie zastępcę i skarbnika. Postanowiono ogrodzić szkołę. Leśniczy p. Józef Skrzypkowski wskazał woźnemu, które sosny można ściąć; sztachety wyrobił młynarz p. Kreft z Dolnego Łowcza, a gwoździe dostarczyła gmina. Wspólnie zbudowaliśmy płot okalający szkołę i dzięki temu dziki z pobliskiego lasu nie miały wstępu na jej teren. Część ogrodzonego terenu wykorzystałem na budowę skoczni w dal, równoważnię i słup do wspinania się. Była to alternatywa na brak sali gimnastycznej.

W listopadzie tegoż roku wizytował szkołę inspektor szkolny p. Zygmunt Wycke, który był (nie chwaląc się) podbudowany moją postawą. Był on na lekcji języka polskiego w kl. I, kiedy wprowadzałem literkę „d" poglądowo i analitycznie na narysowanym na brystolu rysunku. Uczyłem wówczas wszystkich przedmiotów, łącznie z religią. Po omówieniu pracy organizacyjnej i dydaktyczno-wychowawczej szkoły zobowiązał mnie do zorganizowania: kursu dla analfabetów, klasy siódmej dla pracujących oraz biblioteki dla młodzieży i dorosłych. Po obiedzie, przygotowanym przez moją matkę Olgę, inspektor szkolny został odwieziony powozem konnym na stację kolejową do Strzebielina.

Wspomniałem o matce Oldze, która transportem repatriacyjnym została skierowana do Bytomia, a na mój list – pod koniec września – zareagowała, tak jak każda matka. Przyjechała do mnie, do Paraszyna. Przyznaję, że płakała rzewnymi łzami na widok tego co zastała w Paraszynie, jednakże rozumiała co w obecnych czasach znaczył nakaz pracy. Chciałbym zaznaczyć w tym miejscu, że do szkoły należała łąka i ziemia, której część dzierżawił jeden z miejscowych gospodarzy. W zamian za dzierżawę przekazał mojej matce do hodowli kurczaki, gęsi i prosięta. Natomiast wójt gminy za to, że zorganizowała Koło Gospodyń Wiejskich i zabawy w dworku dla miejscowej ludności w nagrodę przekazał Jej kozę z koźlętami. Na nudy nie było czasu zwłaszcza, że dochód z zabaw wykorzystywany był na wycieczki do Gdyni, Malborka, a z czasem i do Warszawy.

Zgodnie z zaleceniami inspektora zorganizowałem kurs dla analfabetów i 42 osób w wieku 16-60 lat, który odbywał się przy lampach naftowych trzy razy w tygodniu od godz. 18 do 20. Uczyłem liter oraz rachunków. Zachęcałem do nauki poprzez inscenizowanie wybitnych utworów klasyki polskiej (m.in. „Balladynę", „Świteziankę", „Gospodarz to ja"). Po przedstawieniach, wspólnie z Komitetem Rodzicielskim, organizowaliśmy w szkole zabawy taneczne, z których dochód przeznaczony był na organizowanie wycieczek dla młodzieży szkolnej do Gdyni, Gdańska, Sopotu.

Pewnego dnia otwierają się drzwi szkoły, a w drzwiach stoją członkowie Powiatowej Komisji do spraw walki z analfabetyzmem z jej przewodniczącym Antonim Korczem (wcześniejszym moim nauczycielem) – zawodnik i sędzia piłkarski – wspaniałym erudytą o bogatej wyobraźni i fantazji. To on przemawiał do kursantów, a oni słuchali go z zapartym tchem. Tegoż dnia wszyscy wychodzili ze szkoły z zadowoleniem, i słuchacze-kursanci, i wizytatorzy.

Szkoła nawet przy lampach naftowych była ogniskiem nauki, kultury i zabawy. Dowodem tego były Jasełka, których wykonawcami była starsza i młodsza młodzież. To Jasełka integrowały zróżnicowane społeczeństwo, o którym już wcześniej wspominałem.

       Miłym akcentem zakończyły się Jasełka 1948 r. Do naszego pokoju, który był jadalnią, sypialnią, kancelarią i biblioteką, wkroczyli Kaszubi – mężczyźni w ilości około 12 – i mojej matce Oldze wręczyli mikołajkowe upominki w postaci słoniny, kiełbasy, masła, chleba oraz... skarpet itp. Z woźnym – w tym czasie – gasiliśmy lampy, zamykaliśmy klasę. Później, wchodząc do pokoju, ku mojemu zdziwieniu zobaczyłem radosne twarze mężczyzn i sołtysa, który w imieniu rodziców powiedział: „Szkolny Ty je nasz".

Na wiosnę 1949 roku miejscowi gospodarze przygotowali glebę pod zakontraktowany len, a ja nauczyłem się przy nich kosić kosą łąkę. Rewanżowałem się im pisaniem podań, próśb do gminy i powiatu.

W gminie Rozłazino zostałem wybrany na przewodniczącego LZS. Organizowałem imprezy propagandowe w piłce nożnej pomiędzy LZS - KS "Ogniwo" Lębork (w drużynie, w której grałem) oraz pokazowe wałki bokserskie z udziałem ucznia Ignacego Nawrockiego – późniejszego trenera młodzieżowej kadry narodowej Polski. Sukcesem zakończyła się organizacja ZSL, natomiast fiaskiem Spółdzielnia Produkcyjna. Być może słusznie, gdyż w latach pięćdziesiątych rozpadły się jedyne dwie Spółdzielnie w Bukowinie i Garczegorzu.

Z zabawniejszych wspomnień pozostał w mej pamięci wyjazd do Rozłazina po zakup mięsa na kartki. Niestety zastałem zamknięty sklep, udałem się więc na plebanię do proboszcza księdza Michała Fuglewicza, który wręczył mi 38 katechizmów do nauczania religii, w tym jeden dla mnie, a mą zmartwioną twarz rozjaśnił lampką smacznego wina i trzema kilogramami mięsa, mówiąc: Jeśli ci zabraknie... przyjeżdżaj!"

Zarówno do Związku Nauczycielstwa Polskiego, jaki do kasy zapomogowo-pożyczkowej zapisałem się w październiku 1948 r., czyli równo pięćdziesiąt pięć lat temu, pełniąc różne funkcje społeczne.

Pierwszą pensję nauczycielską otrzymałem w grudniu 1948 roku za cztery miesiące (licząc wstecz). Natychmiast z matką Olgą udaliśmy się do Wejherowa, żeby się chociaż częściowo ubrać. Wojna strawiła nam wszystko. Rozpoczynaliśmy powojenne życie od zera. Wakacje letnie oraz ferie zimowe w okresie trzech lat pracy w Porzeczu wykorzystywałem na doskonalenie zawodowe, m.in. na kursach centralnych z zakresu wychowania fizycznego i sportu, jak również pracowałem jako wychowawca kolonijny.

Dziś z przyjemnością spotykam uczniów lub rodziców, których uczyłem m.in. w Porzeczu: płk Marynarki Wojennej Józefa Wąsiewskiego, panią Halinę Pruską z domu Treder (ekonomistka) oraz jej dzieci /LO w Lęborku/ – Mariolę Pruską archeologa i byłą koszykarkę MKS-u Lębork oraz Jarosława Pruskiego (AWF Gdańsk), którego młodzieńcze fascynacje sportem, a przede wszystkim piłką siatkową przerodziły się w zawodową pasję życiową oraz mgr inż. leśnika Antoniego Licała (sędzia piłkarski).

W odległym, jak dla mnie, Porzeczu nie byłem osamotniony. Przyjeżdżali, współczuli i dodawali otuchy ludzie, z którymi zakładałem MKS „Wiedza" Lębork – mgr Albert Staniszewski, inż. Bonifacy Przybyła; koledzy z młodszych klas, z którymi grałem w drużynie: Kazimierz Hilla, Eugeniusz Burzycki; praktykanci m.in. Henryk Śpiewak, Klemens Derkowski oraz mgr Stanisław Gołąb – wielki mój przyjaciel, który pełniąc funkcje inspektora wychowania fizycznego i sportu w Inspektoracie Szkolnym w Lęborku skierował mnie w roku szkolnym 1951/52 na Wyższy Kurs Nauczycielski z zakresu wychowania fizycznego do Wrocławia.

O trzyletniej pracy 20-letniego nauczyciela w nowo założonej – od podstaw – szko­le w Porzeczu napisałem sporo dlatego, że była to szkoła mego nowego, powojennego życia w nieznanym środowisku – Kaszubów. Uczyłem dzieci i ich rodziców, którzy byli mi za to wdzięczni i bardzo życzliwi. Opuszczając ich i Porzecze, udając się do Wrocławia, płakali.

Kiedy ponownie, w lipcu 1998 roku, odwiedziłem moją pierwszą założoną szkołę bardzo się ucieszyłem, gdyż ujrzałem zadbany obiekt. Powstało tu Leśne Schronisko „Łowców Przygód" - miejsce wypoczynku dzieci i młodzieży.

 


 

 

 

 

 

 

                                                    

 

Tytuł: Antoni Galiński
Liczebność zbioru: 21
Autor: nieznany
Sygnatura w OSA: PL_1065_ 004
Okres: 1921- 1960
Miejsce zdarzenia: Lębork Świecie Katowice
Ofiarodawca: Barbara Pietrusewicz
Rodzaj: Obraz
Umieszczone w OSA: TAK

 

Strona w budowie, 

                                                             ok.1959, Plac pokoju, z tyłu ul.Mikołaja Rejaok.1960 - z wnuczkami na Pl.Pokoju ok.1963

 

Organizacja SOKOŁA w Świeciu

12 maja 1936 - Świecie, Członkowie Sokoła1922 -Wycieczka Sokoła Okręgu III do Grodka1922,  Wycieczka Sokoła  Okręgu III . Miejscowość Sełosza

Zawodnicy - sportowcy Sokoła1936,lipiec 21.Zarząd Sokoła miasta Świecie

 

1921,Poznań, Antoni w Wojsku Polskim1920, Toruń, Wojsko Polskie1921 żołnierze w Ma...... Kacku                                                           

 

1937,czerwiec 29, Pamiątka z podróży ze Świecia do Katowic na zlotNa zlocie w Katowicach - 27-29.06 1937Zlot w Katowicach - 26-27.06.1937

 

 

 

 

 

 

 

 
 
 
 
 
Tytuł: Boże Narodzenie.W domu.
Liczebność zbioru: 7
Okres: 1945-1950
Rodzaj: Obraz
Umieszczone w OSA: NIE

 

 
 
 
Tytuł: Podwórko -ul.Okrzei
Liczebność zbioru: 1
Sygnatura w OSA: PL_1065_ 011
Okres: 1951-1960
Miejsce zdarzenia: Lębork
Ofiarodawca: Andrzej Moskal
Rodzaj: Obraz
Umieszczone w OSA: TAK

Pierwsza od lewej Ula Ćwiklińska, po mężu Grabarczyk. W górnym rzędzie od lewej Irena Klinkosz, Zenon Pietrzyk,Jan Charynek,Basia Gulgowska. Z kwiatkami we włosach - ?? Jakubowska. W rzędzie niżej: Hania i Basia Stachurskie, mały chłopiec - Leszek Pietrzyk.

 
 
 
Kolekcja Jana Formeli
Tytuł: Jan Formela - Rodzina
Liczebność zbioru: 12
Okres: nieustalony
Ofiarodawca: Jan Formela
Rodzaj: Obraz
Umieszczone w OSA: NIE

Tytuł: Józef Dzida
Liczebność zbioru: 9
Okres: 1960
Miejsce zdarzenia: Lębork
Miejsce wytworzenia: Lębork
Rodzaj: Obraz, Tekst
Umieszczone w OSA: NIE

 

1960 Józio ze swoja siostrą Rok 1960, maj.Józef Dzida z uratowanym spod kół pociągu  dwuletnim Józiem1960, prasowy wywiad z mamą małego Józia

 

 

                                                                      Wspomnienia o bohaterze który uratował dziecko spod kół pociągu                                                                 

 Józef Dzida urodził się w 1928 roku w Giełczewie (pow.Krasnystaw) w rodzinie chłopskiej. Podczas okupacji /od 1943r./ działał w Batalionach Chłopskich w powiecie Krasnystaw jako łącznik dowódcy oddziału pod pseudonimem „Hebel”. Po wojnie w 1946 roku w ramach programu zasiedlania Ziem Odzyskanych, wraz z rodzicami, na których był utrzymaniu, przybył na teren powiatu  lęborskiego i razem zamieszkali w Oblewicach. Następnie rozpoczął kontynuację przerwanej przed wojną nauki w Gimnazjum Rolniczo-Hodowlanym w Osmolicach /1946-1948/, a następnie w Liceum Chemiczno-Spożywczym w Inowrocławiu. Po jego ukończeniu w zawodzie technik-chemik otrzymał nakaz pracy w Centralnym Instytucie Standaryzacji Żywności w Gdyni a następnie przeniesiony do pracy w Zakładach Mięsnych w Gdańsku. W roku 1952 zawarł związek małżeński po czym z żoną Reginą zamieszkał w Tawęcinie. Do 1957 roku pracował w Wydziale Rolnictwa Powiatowej Rady Narodowej w Lęborku.

            Od dnia 10 kwietnia 1957 r. rozpoczął służbę w Milicji Obywatelskiej. Po przeszkoleniu podoficerskim w Gdańsku w stopniu kaprala rozpoczął służbę w Referacie Dzielnicowych Komendy Powiatowej MO w Lęborku. Do służby dojeżdżał codziennie pociągiem z Tawęcina do Lęborka.

             W dniu 17maja 1960 r. o godz. 8.40 stanął twarzą w twarz ze śmiercią... Oczekiwał na peronie przystanku w Tawęcinie, gdzie stało też kilkanaście osób. O tej porze ruch był mały, wszyscy śpieszący się do pracy wyjeżdżali wcześniej. Kapral MO Józef Dzida wyjątkowo nie pojechał rano do Lęborka, gdzie pracował w Komendzie Powiatowej MO. Otrzymał inne zadanie służbowe. Ubrany po cywilnemu miał udać się w kierunku Choczewa. Już nadjeżdżał pociąg, zagwizdał ostrzegawczo na zakręcie i z dość dużą szybkością wpadł na skraj peronu. Wtedy stało się. Ktoś krzyknął: Dziecko na torze! Krzyknął, ale nie skoczył na pomoc. Malutki, dwuletni chłopczyk stał na środku toru, nie dostrzegając niebezpieczeństwa. Dzida odwrócił się. Lokomotywa  była już kilkanaście metrów od dziecka. Nie zawahał się, skoczył na tory. Biegł naprzeciw pędzącemu parowozowi. Chłopczyk przysiadł na torze. Patrzył na biegnącego mężczyznę i nic nie rozumiał. Uśmiechał się nawet. Ludzie zamarli z przerażenia. Dzida dopadł dzieciaka uchwycił go jedną ręką, przycisnął pod pachą. Na ucieczkę z torów było już za późno. Lokomotywa urosła przed nimi do monstrualnych rozmiarów. Wówczas Dzida rzucił się twarzą na tory, nie wypuszczając spod ramienia dzieciaka.  Lokomotywa przeleciała nad nimi i dopiero wagon zaczepił leżących, wlokąc ich kilkanaście metrów po podkładach. Pan Dzida jednak nie wypuścił dziecka. W tym momencie patrzący na to ze zgrozą ludzie na przystanku, stracili go z oczu.

            Bohaterski milicjant ocalał, jednak został mocno poturbowany, natomiast dwuletni chłopczyk Józio Mularczyk wyszedł z wypadku bez najmniejszego szwanku. Dzidę zabrano do szpitala. Stan jego zdrowia nie był niebezpieczny, lecz z powodu dużego upływu krwi organizm jego był mocno osłabiony, jednak powoli wracał do zdrowia.

            Bohaterski czyn Józefa Dzidy zyskał mu powszechne uznanie społeczeństwa, przełożonych i dozgonną wdzięczność matki uratowanego dziecka Marii Mularczyk. Wśród licznych delegacji odwiedzających go w lęborskim szpitalu znaleźli się przedstawiciele różnych instytucji. Setki wiązanek kwiatów, dziesiątki drobnych upominków, tysiące listów, pierwszy w Polsce przyznany przez Radę Państwa medal „Za ofiarność i odwagę”, złote odznaki TPD, PCK, artykuły w prasie polskiej i zagranicznej było dowodem sympatii i uznania dla jego czynu. To był mój obowiązek – mówił skromnie kapral Dzida – sam jestem ojcem, mam 6-letniego chłopca i 3-letnią dziewczynkę. Specjalnym rozkazem Komendanta Głównego MO został awansowany do stopnia st. sierżanta.

            Od roku 1961 wraz z żoną i dziećmi zamieszkał w Lęborku. W roku 1983 w stopniu porucznika MO przeszedł na emeryturę, gdzie mógł realizować swoją pasję w dziedzinie pszczelarstwa. Za swoje czyny i osiągnięcia w pracy został też odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski, Srebrnym i Złotym Krzyżem Zasługi oraz wieloma odznaczeniami resortowymi. Jego postawa jest godna naśladowania i upamiętnienia.Zmarł w 2004 roku

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Tytuł: Józef Kwiek - najlepszy lęborski szewc
Liczebność zbioru: 5
Miejsce zdarzenia: Lębork
Miejsce wytworzenia: Lębork
Rodzaj: Obraz, Tekst
Umieszczone w OSA: NIE

                       

 

 

 

                                  Józef Kwiek

 

          Józef Kwiek urodził się 5.04.1928 r. w Sokołowie Podlaskim niedaleko Siedlec w rodzinie szlacheckiej. Bardzo wcześnie, bo wieku już 6 lat stracił ojca i niedługo później również ukochaną matkę. Miał dwóch braci i jedną siostrę.

          Po śmierci rodziców wychowywali go krewni. W bardzo młodym wieku został oddany do nauki zawodu. Jego profesją stało się szewstwo. W czasie wojny jako kilkunastoletni chłopiec włączył się w czynny opór przeciwko hitlerowskiemu okupantowi. Należał do Armii Krajowej. Miał pseudonim „Rudy”. Do końca życia rzadko opowiadał o tamtych bardzo trudnych, niebezpiecznych, ciężkich czasach i wydarzeniach, które wywarły na nim ogromne piętno.

          Nasz wspaniały Ojciec i Dziadek przez większość swojego życia był rzemieślnikiem i prowadził usługowy zakład szewski. Zajmował się naprawą i wyrobem obuwia skórzanego. Przez długie lata swojej sumiennej pracy doszedł do perfekcji w swoim zawodzie, a Jego wyroby były słynne nie tylko w Lęborku ale i na całym Pomorzu. Słynny był z solidnych, trwałych i mocnych wyrobów. Był członkiem Cechu Rzemiosł Różnych w Lęborku. Wielokrotnie zasiadał w jego władzach, reprezentował na różnych uroczystościach. Pełnił również społeczne funkcje ławnika sądowego. Za zasługi w działalności społecznej został odznaczony m.in. Złotym Krzyżem nadanym uchwałą Rady Państwa, Złotym Krzyżem Zasługi im. Jana Kilińskiego za Zasługi dla Rzemiosła Polskiego, odznaką za zasługi dla województwa słupskiego. Wykształcił wielu pracowników.

          Józef Kwiek miał żonę Stefanię z d. Choszcz, z którą wychował 4 córki. Stefania Kwiek była wspaniałą matką, żoną, przyjaciółką i sąsiadką. Doczekał się 7 wnucząt. Rodziny założone przez córki Józefa i Stefanii rozwijają się owocnie dalej i w większości zamieszkują Lębork.

Przez całe życie starał się zapewnić swoim dzieciom godziwe życie. W życiu rodzinnym odznaczał się skromnością, dużą pracowitością i był gotowy zawsze się poświęcić.

Pamiętamy go jako człowieka – Ojca pełnego godności, mocnego, silnego, odważnego, wytrwałego, koleżeńskiego, z wielkim poczuciem humoru. Do dziś pamiętamy Jego mądre spostrzeżenia, rady, złote myśli i wiersze tworzone na ważne okoliczności. Cechowała go również cierpliwość, łagodność, opanowanie i umiejętność załatwienia wielu spraw. W razie potrzeby potrafił wyrazić swoje rozsądne stanowisko zawsze szanując jednocześnie zdanie innych. Był honorowy, sprawiedliwy, szlachetny i opanowany. Był również wymagający od siebie, dotrzymujący słowa, prawdziwy towarzysz, wspaniały Ojciec, na którego zawsze można było liczyć. Taki pozostanie w naszej pamięci.

Do końca swojego życia mimo wielu poważnych chorób brał czynny udział w życiu zawodowym, społecznym i religijnym. Zawsze chętnie uczestniczył w budowaniu ołtarzy na Boże Ciało, a w licznych uroczystościach brał udział w Poczcie Sztandarowym.

Po śmierci został pochowany w grobowcu rodzinnym obok żony, która umarła 12 lat wcześniej. W żalu i smutku pozostawił rodzinę i przyjaciół.

Kochamy, pamiętamy i wspominamy go często.

                                                           Rodzina

Zdjęcie zrobione w latach 80-tych

Lata 50-te.Chwila wytchnienia.

Józef Kwiek - drugi od strony ołtarza. Co roku, na Boże Ciało budował ołtarz przy swoim zakładzie.Fotografia z lutego 1992 roku.

 

 
Tytuł: Kolekcja Ewy Naczke
Liczebność zbioru: 17
Okres: 1965 1978
Miejsce zdarzenia: Lębork, Szklana Huta
Ofiarodawca: Ewa Naczke
Rodzaj: Obraz
Umieszczone w OSA: NIE

Rok 1965, ul. Bieruta (nad rzeką Łebą), w tle dawna stolarnia. Od lewej: Rysiek Wysocki, Sylwia Wysocka, Rysiek Cyrocki, Małgosia Wysocka, Wiesiek Zblewski. Siedzi Ewa CyrockaRok 1973. Orkiestra dęta z Powiatowego Domu Kultury w Lęborku. Konkurs orkiestr dętych (chyba Ochotniczych Straży Pożarnych). Od prawej stoi Ewa Cyrocka.Rok 1973. Obóz Szklana Huta, stanica „Róża Wiatrów”. Klasa VII. Od lewej: Ela Kowalska, Anka Klasa, Małgosia Krzywańska. Ewa Cyrocka

Rok 1973. Obóz Szklana Huta, stanica „Róża Wiatrów”. Klasa VII. Plac apelowy, w tle wartownia, za nią stołówka z kuchnią. Osoby: Ela Kowalska, Anka Klasa, Małgosia Krzywańska, Ewa Cyrocka. Małgosia Gołowacz, Iwona Ciesielska.Rok 1973. Obóz Szklana Huta, stanica „Róża Wiatrów”. Klasa VII (zabawa w Indian). Komendant Edek Ropel, uczestnicy (m. in.): Małgosia Krzywańska, Ewa Cyrocka, Małgosia Gołowacz, Dorota Ciesielska, Bożena Wołocznik, Anka Klasa, Krzysiek Murzyn

Rok 1968 – 2 czerwca. I Komunia św. w kościele pw. św. Jakuba Ap. w Lęborku, w tle plebania. Ojciec Stefan i proboszcz. Osoby (m. in.): Jola Wałęga, G. Czylkowska, Halina Brzezińska, Wanda Zygiert, Teresa Szulc, G. Weta, Ewa Badulska. Iza Silicka, Bogusia Pruska, Ela Słabuszewska. Ula Grzywna, Ewa Cyrocka, Loretta Wetta, Jola Zygmuntowska.Rok 1969. Szkoła Ćwiczeń nr 2 w Lęborku, klasa III. Góra: Mirek Miotk, Krzysiek Markiewicz, Zbyszek Lejk, Teresa Szulc, Mirka Kurzydło, Grażyna Drewa, Donka Wonorska, Franek Pobłocki, M. Konkol, Ewa Badulska. Środek: Piotr Grygiel. Tadek Małecki, M. Mielewczyk, Maciek Borchent, Wróblewski, Krzysiek Tełewiak, Hanka Lewandowska, Kołodziej, Ela Ważyńska. M. Eron, Mirek Dawid. Dół: chyba Koszałka, Stasiu Borlik, Rysiek Kazimierski, Jola Kiejno, Grażyna Turska, Wanda Zybiert, wychowawczyni Teresa Zębala, NN, Ewa Cyrocka, Edek Szulc, Wojtek Potrykus, Adam Dzieciniak, Gienek Szulc.Rok 1969. Szkoła Ćwiczeń nr 2 przy LP w Lęborku – aula. Przedstawienie pt. „Śnieżynki”. Od lewej (góra): Jola Szybista, Jola Kiejno,(środek): Wanda Zygiert, Ewa Cyrocka, Grażyna Turska, Loretta Wetta.Rok prawdopodobnie 1964. Półkolonie w parku przy obecnym starostwie. Od prawej stoi Bożena Mańska i klęczy Ewa Cyrocka.Rok 1973. Orkiestra dęta z Powiatowego Domu Kultury w Lęborku. Konkurs orkiestr dętych (chyba Ochotniczych Straży Pożarnych). Osoby: m. in. Ewa Cyrocka.Rok 1973. Orkiestra dęta z Powiatowego Domu Kultury w Lęborku. Konkurs orkiestr dętych (chyba Ochotniczych Straży Pożarnych). Osoby: w środku Ewa Cyrocka.

Rok 1970/71. Szkoła Podstawowa nr 7 w Lęborku, kl. Va. Wychowawczyni – Jadwiga Jóźwiak. Góra: Bogdan Oszmian, Jurek Jabłonowski, Darek Białoskórski, Wiesiek Pędzioł, Heniek Ramczyk, Bogdan Hryniewicz, Marek Szykut, Adam Dzieciniak, Jurek Rawlik, Janek Tuminowski, Wojtek Potrykus. Środek: Halina Szara, Halina Brzezińska, Anka Pazdyga, Małgosia Krzywańska, Lidka Dybowska, Ewa Cyrocka, Bogdan Woss, Ela Hamadyk, Beata Waskowska, Andrzej Seweryński, Mirek Bejnarowicz, Hanka KarwackaDół: Małgosia Gołowacz, Beata Lamkiewicz, Dorota Ciesielska, Ala Wiśniewska, Iza Silicka, Iza Lipowska, Jagoda Szczęśniak, Gabrysia Dębik, Bogusia Pruska, Anka Klasa.. Rok 1974. ul. Bieruta (nad rzeką), podwórko, w głębi dom pp. I. i A. Wysockich. Osoby: Eryka i Ewa Cyrockie.Rok 1976, ul. Węgrzynowicza. Uczennice Liceum Ekonomicznego i Liceum Zawodowego w Lęborku – m. in. Wiesia Chmaj, Krystyna Gorbaczewska, Mirka Rusinek, Ewa Cyrocka.

Rok 1976. Boisko LO nr 1 w Lęborku, w głębi ul. Dygasińskiego z kamienicami vis a vis budynku.Rok 1977, pochód, ul. Dygasińskiego, Uczennice Liceum Ekonomicznego i Liceum Zawodowego w Lęborku, osoby (m. in. Beata Lemkiewicz,  Lucyna Ulewicz, Teresa Środa, Ewa Cyrocka, Wiesia Chmaj, Ania Patocka.Rok 1978. Podwórko na ul. Bieruta (nad rzeką), w głębi ul. M. Curie Skłodowskiej oraz bloki między pocztą a ul. Bieruta. Osoby: od lewej: Ewa Cyrocka, Ela Słabuszewska

 

 
 
Tytuł: Kolekcja Ewy Obuchowicz
Liczebność zbioru: 14
Okres: 1948 - 1962
Miejsce zdarzenia: Lębork
Ofiarodawca: Ewa Obuchowicz
Rodzaj: Obraz
Umieszczone w OSA: NIE

 

 

Rok nieustalony. Aleja Wolności na wysokości szkoły nr 4. Gazowa latarnia, po prawej budynek na dzisiejszym boisku szkoły. Rok 1958, przedszkole prowadzone przez siostry zakonne, tzw ochronka.Występ dla biskupaRok ok.1961- 62 , występ dzieci w kościele NMPRok ok.1958,Zygmunt Budzkowski na Placu PiastowskimRok nieustalony. Andrzej Budzkowski na Placu Piastowskim. Z tyłu sala gimnastyczna i baraki MPRB

Rok 1961  Ewa Budzkowska i Ela KliszyńskaRok ok.1958 - 9 Ewa BudzkowskaRok 1955 Ewa Budzkowska z OjcemRok ok.1958- 60, Plac Piastowski

Okolice "Santosu". Pan i pani Woroneccy, Michalina Budzkowska,w wóżku Ewa Budzkowska, obok siostra Basia. Z tyłu Ala WoroneckaRok ok.1954. Z lewej Zygmunt Budzkowski, niżej Michalina Budzkowska, dzieci w płaszczyku Basia  ,niżej Wojtek

Rok 1960. Pochód pierwszomajowy. M.inn. Zygmunt Budzkowski, p. Gierasimczyk z córką Elą.Rok ok.1960, pochód pierwszomajowy

 

 
 
 
Tytuł: Kolekcja Ireneusza Dzianacha
Liczebność zbioru: 21
Okres: nieustalony
Miejsce zdarzenia: Lębork
Ofiarodawca: Ireneusz Dzianach
Rodzaj: Obraz, Tekst
Umieszczone w OSA: NIE

ul.Gdańskaul.Kazimierza WielkiegoNowy Świat, ławeczka na dworcu, w tle ulica Skarżyńskiegow tle ulica Polewskiego ob.MostnikaPrzy rzece Łebie, w tle zabudowania rzeźniul.PolewskiegoKoniec ulicy Majewskiego koło straży pożarnej, z widokiem na Polewskiegoulica PolewskiegoŁączka przy ulicy SkarżyńskiegoW parku ChrobregoPrzy moście kolejowym w stronę PolewskiegoW tym miejscu jest obecnie kładka dla pieszychW tle piekarnia nr 5 na PolewskiegoZe stacji Nowy Świat w stronę ulicy SkarżyńskiegoKoniec ulicy Majewskiego,w tle ulica Pionierów

W parku ChrobregoPrzy moscie kolejowym. W tle ulice Majewskiego i Polewskiego. Obecnie tu jest stacja transformatorowaW tle za rzeką rzeźnia.ul.Skarzyńskiegoul.SkarżyńskiegoRok ok.1960, Ireneusz z bratem przed kościołem NMP. Wędrowny fotograf z małpką zrobił im zdjęcie.Irek w przedszkolu ćwiczeń przy ul.KossakaPrzedszkole wojskowe przy ul.Krzywoustego.Czwarta do lewej Ula Lewin

 

 
 
Tytuł: Kolekcja Norberta Szyszło
Liczebność zbioru: 99
Autor: Stowarzyszenie 102
Sygnatura w OSA: PL_1065_006
Link OSA: https://osa.archiwa.org/zbiory/PL_1065_006
Okres: 1945-1950
Twórca: Zbigniew Bednarski
Rodzaj: Obraz, Tekst
Umieszczone w OSA: TAK

Tytuł: Kolekcja Ryszarda Kowalczyka
Liczebność zbioru: 6
Okres: nieustalony
Miejsce zdarzenia: Lębork
Ofiarodawca: Ryszard Kowalczyk
Rodzaj: Obraz
Umieszczone w OSA: NIE

zdjęcia czekają na opisy.

 
Tytuł: Konrad Lipkowski. Kawaler orderu "Za ofiarność i Odwagę"
Liczebność zbioru: 8
Okres: 1957- 1963
Miejsce zdarzenia: Lębork
Ofiarodawca: Izabela Lipkowska
Rodzaj: Obraz, Tekst
Umieszczone w OSA: NIE

 

 

25 sierpnia 1957 roku na jeziorze Lubowidz  12 letni uczeń  klasy VI  Konrad Lipkowski  uratował tonącego harcerza.

Sześć lat póżniej został za ten czyn odznaczony medalem "Za ofiarność i Odwagę"

Fotografia została zrobiona w dniu wręczenia medalu w LO nr 1 w 1963 roku.

Oto krótka historia tego zdarzenia opisana w dokumentach.

 

 

 
 
Tytuł: Krótki Zarys 50 lecia Sportu Związku Nauczycielstwa Polskiego Lębork 1953-2003
Liczebność zbioru: 1
Autor: Bolesław Bykowski
Okres: 1953 - 2003
Miejsce zdarzenia: Lębork
Ofiarodawca: ZNP oddz.Lębork
Miejsce wytworzenia: Lębork
Rodzaj: Tekst
Umieszczone w OSA: NIE

 

 

                                                                                                                   Bolesław Bykowski

 

 

Krótki Zarys 50 lecia Sportu Związku Nauczycielstwa Polskiego Lębork 1953-2003

 

 

Już wcześniej pisałem, że MKS „Wiedza" Lębork z sekcjami: piłka nożna, bokserska powstała w październiku 1947 r., ażeby przekształcić się w 1949 roku w RS „Ogniwo" Lębork. W latach pięćdziesiątych (1954), za sprawą animatorów sportu młodzieżowego i nauczycielskiego kol. Czesława Pajewskiego, Józefa Libicha i piszącego, nastąpiło odrodzenie KS "Wiedzy", ale już przy Oddziale Zarządu ZNP Lębork z sekcjami piłki siatkowej, koszykowej i tenisa stołowego. Nauczyciele, miłośnicy sportu mieli możliwość uczestniczenia do dnia dzisiejszego w różnych imprezach sportowych, do szczebla centralnego włącznie, według kalendarza sekcji sportowej przy Zarządzie Głównym ZNP w Warszawie.

W latach 1960-1984 przewodniczącym sekcji sportowej przy Oddziale ZNP Lębork został wybrany kol. Czesław Pajewski, nauczyciel WF-u Szkoły Podstawowej nr 4 Między innymi to On opracował kalendarz imprez sportowych dla rodzin nauczycielskich, które startowały przez cały rok szkolny w kilkunastu dyscyplinach sportowych współzawodnicząc o miano najlepszego Ogniska ZNP w powiecie. Również On sam – Czesław – skupił wokół siebie aktyw sportowy nauczycieli wf pomagający mu realizować dyscypliny sportowe w kategorii kobiet i mężczyzn.

Podsumowaniem całorocznego współzawodnictwa sportowego był "bal nad balami" w SP 4 w Lęborku, gdzie wręczono dyplomy, puchary indywidualne i drużynowe dla najlepszych zawodników i drużyn "Ogniska". Tzw. "Duszą" balu sportowego było usportowione małżeństwo p.p. Ireny i Czesława Pajewskich. Opracowane przez nich konkursy dodawały atrakcji tej pięknej, niezapomnianej imprezie.

Sport łączy nauczycieli, pozwała zapominać o troskach i trudach dnia codziennego.

Po rezygnacji z funkcji przewodniczącego kol. Pajewskiego, funkcję tę pełnił krótko kol. Stanisław Feiner, kol. Danuta Kubicka, kol. Stanisław Prokopczuk, a dziś kol. T. Dubrowski organizując sporadycznie imprezy sportowe – piłka nożna, kosz, siatka, tenis stołowy.

W latach pięćdziesiątych (1954) za sprawą animatorów sportu młodzieżowego i nauczycielskiego - kol. Czesława Pajewskiego i piszącego – przy Oddziale Zarządu ZNP Lęborku powstaje sekcja sportowa (protokół zebrania, wrzesień 1954 r. LO Lębork) propagując rozwój sportu w ogniskach nauczycielskich; zaś w latach sześćdziesiątych (1964) nastąpiło odrodzenie MKS "Wiedza", ale już jako ZNP „Wiedza" przy Zarządzie ZNP Lębork. Między innymi pod nazwą ZNP „Wiedza" do dnia dzisiejszego firmuje uczestnictwo nauczycieli w imprezach sportowych na różnych szczeblach.

Niekwestionowanym absolutnie działaczem sportowym był – dziś już nieżyjący kol. Józef Libich, który był udzielającym się i bez reszty oddanym w różnych klubach sportowych i ich sekcjach. Był zawsze obecny tam, gdzie potrzebowano pomocy organizacyjnej:

-        1945 r. współzałożyciel ZZK KS "Kolejarz" Lębork – skarbnik;

-        1949 r. współzałożyciel KS "Ogniwo" Lębork - mierzący czas uderzając w gong na meczach bokserskich; 1

-        1964 r. współzałożyciel KS "Wiedza" Lęborku

-        wspomagał prof. Stanisława Gołąba (Liceum Pedagogiczne typu wf Lębork) w organizowaniu zimowo-letnich obozów sportowych dla młodzieży;

-        kierownik biura zawodów na imprezach sportowych, m.in. skrupulatnie nadzorował punktację poszczególnych dyscyplin sportowych na różnych szczeblach organizacyjnych; – opracował KRONIKĘ SPORTU LĘBORSKIEGO 1945-1986 r., z której do dziś korzystają działacze sportowi przy opracowywaniu referatów na obchody jubileuszy swoich klubów.

Kol. Józef Libich na równi kochał pracę (długoletni księgowy w Inspektoracie szkolnym i Liceum Pedagogicznym w Lęborku), rodzinę, jak i sport. Miał grono wielkich przyjaciół, z którymi spędzał swój wolny czas na przeróżnych imprezach (nie tylko sportowych).

Zmiana administracji województw w 1975 roku nie przeszkodziła w realizacji kalendarza imprez sportowych przyjmując formę festynów sportowych współzawodnictwa między Oddziałami ZNP miast woj. słupskiego. Był to wspaniały pomysł prezesa Okręgu ZNP kol. Danuty Jędrasik; potem tę pałeczkę przejęła kol. Prezes Halina Gessy ze Słupska.

Atrakcją dodatkową była realizacja programu imprez w plenerze (rybołówstwo, malarstwo, tańce, śpiewy chóralne) oraz dyscypliny sportowe – siatka, kosz, strzelectwo, tenis stołowy w zależności od warunków jakimi dysponował Oddział ZNP – organizator festynu sportowego. Finałem kończącym współzawodnictwo były zabawy oraz wręczanie dyplomów, pucharów, nagród rzeczowych za zwycięstwa indywidualne i drużynowe.

Sport integrował brać nauczycielską, przecież "przyszliśmy" w roku 1975 z województwa gdańskiego do słupskiego. Początek tej wielkiej przygodzie sportowej dał Jarosławiec – Lębork - Swieżyno k/Miastka.

Po 23 latach wracamy, ale już razem jako powiaty do woj. pomorskiego. Sądzę, że zmiana – po raz drugi – zmobilizuje aktyw sekcji sportowej przy Zarządzie Oddziału ZNP Lębork (jako powiat) pod batutą dzielnego prezesa kol. Jerzego Repińskiego i nawiąże do dawnych tradycji, a być może do jeszcze lepszych i atrakcyjniejszych form czynnego wypoczynku nauczycieli, do których przyłączam się jako emeryt.

Po kol. Tadeuszu Dubrowskim , który próbował nawiązać do dawnych tradycji sportowych Oddziału ZNP sekcji sportowo-kulturalnych, zorganizował kilka imprez, ale komplikacje zdrowotne nie pozwoliły dalej kontynuować rozpoczętego dzieła – a szkoda. Schedę – rok 1975 przejął za namową prezesa Oddziału kol. Jerzego Repińskiego społecznik kol. Roman Rzoska emerytowany nauczyciel wychowania fizycznego z krwi i kości uzdolniony w podwójnej grze – w tenisa stołowego oraz na akordeonie i organach stąd też za namową kierowniczki Klubu Nauczyciela kol. Felicji Bykowskiej, społecznik wyraził zgodę akompaniować Mini Belferkowi – śpiewającym zapartym tchem na "wysokim C" emerytowanym nauczycielom, uzupełniającym programy uroczystościom w Klubie, nauczycielom emerytowanym sekcji Wilno-Grodno-Lwów, emerytom SP 4, emerytom i rencistom w Klubie przy ul. Sienkiewicza prezesom Oddziału Zarządu Ognisk, Komendzie Harcerstwa – seniorom w Lęborku.

Pasjonata gry w tenisa stołowego kol. Roman Rzoska zorganizował turniej w ZSMech. Dla nauczycieli Ognisk w liczbie około 20 członków kobiet i mężczyzn. Przy herbacie i kawie puchary i dyplomy wręczali prezes Zarządu Oddziału kol. Jerzy Repiński i piszący.

Za przykładem tenisa stołowego, zgłosili swój akces zorganizowania mistrzostw w ko metce Szkoła Podstawowa nr 8.

Już wcześniej brydżyści reprezentowali nasz Oddział w VI Mistrzostwach ZNP brydża sportowego w Grudziądzu, zajmując czołowe miejsca w Polsce, ale w roku 2002 prześli sami siebie w składzie:

Kazimierz Gierulski, Bogumił Kozłowski zajęli pierwsze miejsce - "Chwała zwycięzcom, niech żyją pokonani"- Oby takich imprez i sukcesów było coraz więcej.

Dziękujemy "BOLO" Bolesław Bykowski

kolekcja Krystyny Gosz – Ludzie
Tytuł: Lęborscy rzemieślnicy - zegarmistrzowie
Liczebność zbioru: 3
Okres: 1961-1970
Miejsce zdarzenia: Lębork
Ofiarodawca: Krystyna Gosz
Rodzaj: Obraz
Umieszczone w OSA: NIE

Tytuł: Lęborscy rzemieślnicy - szewcy
Liczebność zbioru: 1
Sygnatura w OSA: PL_1065_ 011
Okres: 1951-1960
Miejsce zdarzenia: Lębork
Ofiarodawca: Andrzej Moskal
Rodzaj: Obraz
Umieszczone w OSA: TAK

 
 
Tytuł: Lęborskie podwórka. Kościuszki 27
Liczebność zbioru: 5
Okres: 1961-1970
Miejsce zdarzenia: Lębork
Ofiarodawca: Jolanta Sandach
Rodzaj: Obraz
Umieszczone w OSA: NIE

 

 

Rok  ok 1961 - 62 ?. Dzieci z ul. Kościuszki. Niusia Rozwens, Danusia Błażejewska,Jola Rozwens drugie ujęcie poprzedniego zdjęcia.

 rok 1960 . 1 września.Od lewej Danka Błażejewska, Marek Fiertek, Grazyna Błażejewska. Leszek Fiertek - jego pierwszy dzień szkoły.Rok 1957 - podwórko przy ul.Kościuszki 27.

Rok 1981,podwórko przy ul.Kościuszki 27. dzieci w wóżkach: Ania Fiertek, Marta Sandach,w środku Marcin Kobylański. Na ławce- Roman Sandach

Podkategorie