Tytuł: Kolekcja Ryszarda Kowalczyka
Liczebność zbioru: 6
Okres: nieustalony
Miejsce zdarzenia: Lębork
Ofiarodawca: Ryszard Kowalczyk
Rodzaj: Obraz
Umieszczone w OSA: NIE

zdjęcia czekają na opisy.

 
Tytuł: Ostatnia droga
Liczebność zbioru: 7
Okres: 1951-1960
Miejsce zdarzenia: Lębork
Ofiarodawca: Małgorzata Kisielewska
Rodzaj: Obraz
Umieszczone w OSA: NIE

rok 1953, ul.DygasińkiegoRok 1953 ul.Dygasińskieg0

 
 
Tytuł: Szkoła w Karwicy
Liczebność zbioru: 10
Okres: 1936-2000
Miejsce zdarzenia: Karwica, gm.Cewice
Ofiarodawca: Ewa Bujak
Rodzaj: Obraz
Umieszczone w OSA: NIE

                                                                                                                                                                                                       

  Rok 1936, szkoła podstawowa w Ludwigshofie – późniejszej Karwicy. Rok 1936, szkoła podstawowa w Ludwigshofie – późniejszej Karwicy. „Stara szkoła” w Karwicy – w latach 1947 - 1968 w budynku tym mieściła się szkoła podstawowa, oddział przedszkolny i biblioteka. Od 1968 roku jest to dom rodzinny Pani Ewy Bujak. „Stara szkoła” w Karwicy – w latach 1947 - 1968 w budynku tym mieściła się szkoła podstawowa, oddział przedszkolny i biblioteka. Od 1968 roku jest to dom rodzinny Pani Ewy Bujak.

. Rok 1962. Na zdjęciu stoją uczennice ze Szkoły Podstawowej w Karwicy. Zdjęcie udostępniła Henryka Lewnau..  Lata 60. Zdjęcie przedstawia uczniów ze Szkoły Podstawowej w Karwicy. Zdjęcie udostępniła Henryka Lewnau.Rok szkolny 1959/1960. Pożegnanie uczniów kl. VIII upamiętniono wspólną fotografią. Zdjęcie udostępniła Ewa Bujak.Zdjęcie udostępniła Ewa Bujak.Rok szkolny 1959/1960. Pożegnanie uczniów kl. VIII. Zdjęcie udostępniła Ewa Bujak.Rok szkolny 1950/1951 lub 1951/1952. Ostatnie dni nauki w szkole przed wakacjami. Zdjęcie udostępniła Ewa Bujak.

 
 
 
 
 
 
Tytuł: Maszewo Lęborskie. OSP
Liczebność zbioru: 6
Okres: nieustalony
Okres: 1987
Miejsce zdarzenia: Maszewo Lęb.
Ofiarodawca: Grażyna Bońkowska, Biblioteka w Maszewie Lęb.
Rodzaj: Obraz
Umieszczone w OSA: NIE

                                                                                                                                                                                                                                                                                                                               

 1987 rok, 40 -lecie Zakładowej Ochotniczej Straży Pożarnej w Maszewie Lęborskim.

 

 

 

 

 

 

         

Tytuł: Maszewo Lęborskie. Drożdżownia
Liczebność zbioru: 15
Okres: 1905 - 2004
Miejsce zdarzenia: Maszewo Lęb.
Źródło: Zasoby Biblioteki w Maszewie
Ofiarodawca: Biblioteka w Maszewie Lęb., Grażyna Bońkowska
Rodzaj: Obraz
Umieszczone w OSA: NIE

                                                 

                                                

  Oryginalna tablica z fabryki Sinnera w Gross  Massow (późniejsza drożdżownia w Maszewie Lęb.)  Oryginalna butelka z fabryki Sinnera w Gross  Massow (późniejsza drożdżownia w Maszewie Lęb.)  Rysunek przedstawia szatkownicę, która została zaprojektowana i wykonana w warsztatach Państwowych Zakładów Przemysłowo-Rolnych w Maszewie Lęborskim w 1948 roku. Zdjęcie pochodzi ze zbiorów biblioteki w Maszewie Lęborskim. Rysunek przedstawia szatkownicę, która została zaprojektowana i wykonana w warsztatach Państwowych Zakładów Przemysłowo-Rolnych w Maszewie Lęborskim w 1948 roku. Zdjęcie pochodzi ze zbiorów biblioteki w Maszewie Lęborskim.

 

                                                                                                 Lata 1950 – 1955, demontaż komina blaszanego na budynku „Drożdżowni” w Maszewie Lęborskim. Rok 1945, spalone zabudowania fabryki Sinnera – późniejszej drożdżowni w Maszewie Lęb.

 

 

 

   Główny budynek produkcyjny drożdżowni, lata 1947 – 1949.  Październik 2004 roku, strajk pracowników drożdżowni (dot. zamknięcia drożdżowni).Lata 60.? 70?; rozbudowa drożdżowni (remont).15.09.1951 rok, pierwsze zdjęcie dyrekcji z załogą, pożegnanie dyrektora Mariana Dziubka.

   Rok 1992?, 1993?  Przy tokarce Wiesław Bońkowski – pracownik Pomorskich Zakładów Przemysłu Drożdżowego w Maszewie Lęborskim.Lata 70., na zdjęciu Zygmunt Burczyk – pracownik Pomorskich Zakładów Przemysłu Drożdżowego w Maszewie Lęborskim.Lata 70. Zygmunt Burczyk – pracownik Pomorskich Zakładów Przemysłu Drożdżowego w Maszewie Lęborskim

Lata 40? 50? - Pracownicy warsztatu mechanicznego drożdżowni. Zdjęcie pochodzi ze zbiorów ś.p. Edmunda Tryby, przekazała Grażyna Bońkowska.

 
 
 
Tytuł: Maszewo Lęborskie. Kościół i uroczystości.
Liczebność zbioru: 12
Okres: w treści opisów
Miejsce zdarzenia: Maszewo Lęb.
Ofiarodawca: Elżbieta Malottki, Grażyna Bońkowska, Regina Błaszkowska
Rodzaj: Obraz
Umieszczone w OSA: NIE

 Boże Ciało w Maszewie Lęb., ks. Mieczysław Mroczkowski – proboszcz parafii w Łebuni,  lata 60.       Procesja Bożego Ciała  ulicą Drewnianą w Maszewie Lęb., lata 60.    Boże Ciało w Maszewie Lęb., ks. Mieczysław Mroczkowski – proboszcz parafii w Łebuni, lata 60.      Boże Ciało w Maszewie Lęb., kościół pw. św. Jacka, lata 60.Ołtarz na Boże Ciało przy ulicy Drewnianej, rok 1996? (1997?)I komunia św. w kościele pw. św. Jacka w Maszewie Lęborskim, ks. Marian Sendecki, rok 1968.

 

I komunia św. w kościele pw. św. Jacka w Maszewie Lęborskim, ks. Marian Sendecki i ks. Mieczysław Mroczkowski, rok 1965.Ołtarz główny w kościele pw. św. Jacka, wykonawca: Józef Tryba, lata 60.? Kościół pw. św. Jacka w Maszewie Lęb., rok 1989? (1990?)

2 września 1991 roku. Remont kościoła w Maszewie Lęborskim.     4 maja 1991 roku. Remont kościoła w Maszewie Lęborskim     7 lipca 1991 roku. Remont kościoła w Maszewie Lęborskim

 
 
 
Tytuł: Kolekcja Grażyny Bońkowskiej
Liczebność zbioru: 21
Okres: 1950 -1997
Miejsce zdarzenia: Maszewo Lęb.
Ofiarodawca: Grażyna Bońkowska
Rodzaj: Obraz
Umieszczone w OSA: NIE

Ołtarz na Boże Ciało przy ulicy Drewnianej, rok 1996? (1997?).I komunia św. w kościele pw. św. Jacka w Maszewie Lęborskim, ks. Marian Sendecki, rok 1968. I komunia św. w kościele pw. św. Jacka w Maszewie Lęborskim, ks. Marian Sendecki i ks. Mieczysław Mroczkowski, rok 1965.Ołtarz główny w kościele pw. św. Jacka, wykonawca: Józef Tryba, lata 60.?Kościół pw. św. Jacka w Maszewie Lęb., rok 1989? (1990?).

 

 

 

 

 

 

 Rok 1992?, 1993?.  Wiesław Bońkowski – pracownik Pomorskich Zakładów Przemysłu Drożdżowego w Maszewie Lęborskim przy tokarce. Lata 70., na zdjęciu  Zygmunt Burczyk – pracownik Pomorskich Zakładów Przemysłu Drożdżowego w Maszewie Lęborskim. Lata 70., na zdjęciu  Zygmunt Burczyk – pracownik Pomorskich Zakładów Przemysłu Drożdżowego w Maszewie Lęborskim. Lata 1940 -  1950 ?.  Pracownicy warsztatu mechanicznego drożdżowni. Zdjęcie pochodzi ze zbiorów ś.p. Edmunda Tryby. Przekazała Grażyna Bońkowska.

 

 

 

 

Zdjęcie  pochodzi z ok.1925 roku. Ulica Drewniana w Maszewie Lęb. Zdjęcie pochodzi ze zbiorów   ś.p. Edmunda Tryby. Przekazała Grażyna Bońkowska.  Na zdjęciu ulica Murowana w Maszewie Lęb., ok.1925 r. Zdjęcie pochodzi ze zbiorów   ś.p. Edmunda Tryby. Przekazała Grazyna Bońkowska.Rok 1955? (1956?), dom przy ulicy Drewnianej w Maszewie Lęb. Na zdjęciu  Anna i Zygmunt Burczykowie.

 

 

 

 

 

  Dziecięcy zespół „Maszewianka”, lata 50.

 

 

 

 

Chór przy Szkole Podstawowej w Maszewie Lęb, dyryguje dyrektor szkoły Krystyna Gadowska.18 stycznia 1969 roku, zabawa choinkowa dla dzieci na sali widowiskowej w Maszewie Lęb.18 stycznia 1969 roku, zabawa choinkowa dla dzieci na sali widowiskowej w Maszewie Lęb.

 

Rok 1977, wręczanie medali za „Zasługi dla Pożarnictwa” oraz odznak za wysługę lat w pracy w Zakładowej Ochotniczej Straży Pożarnej. Rok 1977, wręczanie medali za „Zasługi dla Pożarnictwa”, na zdjęciu (z lewej) medal otrzymuje  Zygmunt Burczyk.

 

 

 

 

 

Rozpoczęcie roku szkolnego 1970/1971 w Szkole Podstawowej w Maszewie Lęb.                Na zdjęciu  uczniowie kl. V b z wychowawcą Zbigniewem Borowskim.Rozpoczęcie roku szkolnego 1970/1971 w Szkole Podstawowej w Maszewie Lęb. Na zdjęciu  uczniowie kl. V a z wychowawczynią Anną Apanowicz. Rok 1973, uczniowie kl. VII Szkoły Podstawowej w Maszewie Lęb. z wychowawcą Zbigniewem Borowskim.

 
 
 
 
Tytuł: Ulica Stryjewskiego
Liczebność zbioru: 8
Autor: m.inn. Andrzej Dąbek
Okres: nieustalony
Okres: 1945 - 1965
Miejsce zdarzenia: Lębork
Rodzaj: Obraz
Umieszczone w OSA: NIE

Autor fotografii;Andrzej Dąbek, Rok nieustalony.Ulica  Majewskiego/Stryjewskiego od strony ul.Malczewskiego.Kiosk Ruchu na MajewskiegoRok ok.1963. W tle kamienica nr 10 na Majewskiego.Chłopiec - Rysiek Szlenk.

 

 

 
Tytuł: Staromiejska w Obiektywie Andrzeja Chroła
Liczebność zbioru: 3
Autor: Andrzej Chroł
Okres: Po 1990
Miejsce zdarzenia: Lębork
Ofiarodawca: Andrzej Chroł
Rodzaj: Obraz
Umieszczone w OSA: NIE

 

 
 
Tytuł: Podwórka.Orzeszkowej 11
Liczebność zbioru: 8
Okres: 1961-1970
Twórca: Paweł Kłosowski
Miejsce zdarzenia: Lębork
Ofiarodawca: Edward Czysz
Miejsce wytworzenia: Lębork
Rodzaj: Obraz
Umieszczone w OSA: NIE

rok ok.1962. Od lewej Józef Czysz,Piotr Kłosowski,Ania Kłosowska,Edek Czysz,Maria Czysz,Janka Czyszod lewej: Grazyna czajka,Mietek dąbek,Wiesław Kobierzyński,Józef Czysz,Maria Kinach,Jola Dąbek,Janka Czysz, ? Przepasnik.Niżej: Edek Czysz,Jarek Wołocznik,Tadek Miler, Roman Kinach, bogdan Labuda.Od lewej:Piotr Kłosowski,Janka Czysz, Ania Kłosowska, Wiesiek Kobierzyński, Stanisław Czajka, Maria Konach, z tyłu w czapce Cezary Rek, Mirka Kobierzyńska, Cezary Rek.Edek Czysz,Jarek Wołocznik, Piotr Kłosowski,Janka Czysz

 
Tytuł: Podwórka: Orlińskiego,Nowy Świat
Liczebność zbioru: 9
Autor: Jan Miadzielec ( pięć pierwszych zdjęć)
Okres: 1959-60
Miejsce zdarzenia: Lębork
Ofiarodawca: Krystyna Nardowska,Andrzej Chroł Małgorzata Miotk-Cieśla (MMC)
Miejsce wytworzenia: Lębork
Rodzaj: Obraz
Umieszczone w OSA: NIE

Rok 1959 -60 od lewej: NN,Zbyszek Chroł, Andrzejek Franczak,Janusz Chroł,Lila Lechończak,Wiesia Steć,Krysia Chroł,Ula Steć, Alina Mazur, Marian Miotk, Magda Miotk,Irena Pawełek,Janina MazurAndrzej,Krysia,Krzyś,Zbyszek,Janusz - rodzeństwo Chrołów.

Rok 1952 .Od lewej Renia Młodzińska,niżej Kazia Czapp, Jola Kozłowska,Ela Miotk,Waldek Stachowiak, Piotruś Czapp,Małgosia Miotk,Zdjęcie zrobione przed blokiem przy ul.M.BuczkaRok 1948.Od lewej Kazia Czapp, Piotruś Czapp,Małgosia Miotk, Ela MiotkW oknie: Sabina Łużyńska,Dorotka Łuzyńska,pani Łużynska i babcia.Niżej od lewej: Małgosia Miotk,Renia Młodzińska,Ela Miotk,na rowerze Kazia Czapp,.Stoją chłopcy Genek i Andrzej Łużyńscy. W ogrodzie pana Kellermana przy ul.Buczka. W tle budynek gdzie był sklep ( przy ul.Majewskiego), w którym sprzedawała p.Czajkowska.Niski budynek obok jest wyburzony.Dzieci to Magdzia i Marian Miotk

 

 
 
 
 
Tytuł: Wspomnienia z Malczewskiego
Liczebność zbioru: 1
Autor: Zbigniew Jasiński
Okres: 1951 70
Miejsce zdarzenia: Lębork
Rodzaj: Tekst
Umieszczone w OSA: NIE

                                                                                                       

 

                                                                                                                      Wspomnienia lęborskie.

 

 

                          Urodziłem się kilka dni przed zakończeniem 1951 r. . Dwa miesiące wcześniej umarła moja babka ze strony matki. Ze zdjęcia jakie zachowało się w domu, widać przy trumnie matkę w zaawansowanej ciąży. Dziadkowie ze strony ojca zmarli lub zginęli przed zakończeniem wojny. Moi rodzice  spotkali się w Lęborku rok wcześniej. Mama pochodziła ze wsi powiatu augustowskiego, ojciec z Pustelnika pod Warszawą. Oboje po przejściach wojennych. Urodzili się w roku 1932 i kiedy można było rozpocząć edukację w szkole powszechnej jak się ją wówczas nazywało, rozpoczęła się wojna. Pierwszy działaniami wojny został dotknięty ojciec, matkę działania dotknęły również jak do Polski weszły wojska sowieckie.

                       Moje dzieciństwo w Lęborku to kilka miejsc, z których jako pierwsze pamiętam adres Malczewskiego 24. Wcześniej mieszkaliśmy na Wandy Wasilewskiej, Orlińskiego, Malczewskiego 22 w oficynie. Warunki mieszkaniowe były fatalne. Mieszkanie składało się z kuchni do której wchodziło się z korytarza wyposażonej w zlew żeliwny z zimną wodą, kuchnię węglową z piekarnikiem. Z kuchni przechodziło się do pokoju w którym później mieszkałem z rodzeństwem. Z tego pokoju przechodziło się do kolejnego w którym mieszkali rodzice, a w roku 1963 z naszą kolejną siostrą.

                     Jestem najstarszym dzieckiem moich rodziców. W dalszej kolejności na świat przyszła siostra Danuta (1953), Grażyna (1955), Bogdan (1956) i jako ostatnie dziecko siostra Jolanta (1963). W dwupiętrowym budynku na Malczewskiego 24 mieszkało w sumie 11 rodzin. Pamiętam, że były to rodziny Milkiewiczów, Grądziel, Aporius, Wojda, Jackowscy. W podwórku była jeszcze oficyna zamieszkała przez kilka rodzin. Na podwórko wjeżdżało się bramą która sąsiadowała z naszym mieszkaniem. Mieszkanie było ogrzewane piecami węglowymi. Było zimne, bowiem tylko nad sufitem mieliśmy sąsiadów, pozostałe ściany były ścianami zewnętrznymi co w sumie dawało chłód. Ciepło było w zasadzie tylko kiedy siedziało się w okolicy pieca w którym były gorące kafle. Do mieszkania należała jeszcze komórka, która znajdowała się w podwórku, oraz składzik w piwnicy pod budynkiem. W mieszkaniu nie było żadnych wygód. Ogrzewanie dwoma piecami kaflowymi. Nie było ciepłej wody, a WC znajdowało się na korytarzu pół pietra poniżej mieszkania. WC było nieogrzewane, więc korzystanie z niego zimą było dosyć utrudnione. Pamiętam, że codzienna toaleta odbywała się w kuchni w warunkach dosyć prymitywnych, które raczej trudno można sobie dzisiaj wyobrazić. Pamiętam, że wówczas kiedy rozpocząłem naukę w szkole podstawowej w soboty zacząłem chodzić do łaźni miejskiej. Łaźnia znajdowała się w piwnicy budynku przy moście nad rzeką Łebą. W łaźni były obie możliwości skorzystania z kąpieli, wyposażona była bowiem w kabiny z wanną oraz natryskiem.

                   Mama z tego co pamiętam nie miała żadnego wykształcenia, więc pracowała jako pracownik fizyczny w cegielni. Wcześniej po moich urodzinach w beczkarni w miejscu dzisiejszego Lidla i Kauflandu w okolicach dworca kolejowego również na stanowisku robotniczym. Miasto po wojnie zostało przywrócone do Polski. Wśród ludności wiele osób to repatrianci z kresów oraz wschodnich ziem polskich. Mimo iż Niemcy opuścili miasto i nie bronili go, to wojska sowieckie, które toczyły ciężkie walki o zdobycie Gdańska, Wejherowa urządziły sobie ćwiczenia strzelnicze. Na miasto wystrzelano wiele pocisków artyleryjskich, które w całości zniszczyły budynki znajdujące się wokół rynku. Zniszczono również osiedle kolejarskich domków w okolicach cmentarza. Zniszczono i spalono w całości urządzenia infrastrukturę istniejącego basenu pływackiego. W późniejszych latach kiedy rozpocząłem naukę w szkole, dowiedziałem się, że szkołą ogólnokształcąca koło szpitala została ogołocona z klamek mosiężnych. Rosyjscy sołdaci wkraczający do miasta uznali bowiem, że Niemcy nawet klamki w drzwiach i oknach mieli złote.

                    Od kiedy pamiętam mój ojciec był na rencie i pracował dorywczo. Chłopem w naszym domu była matka, która prowadziła dom i zajmowała się opieką i wychowaniem dzieci. Ja zacząłem uczęszczać do przedszkola w wieku 4 lat. Wcześniej byłem pod opieką niepracującego ojca. Moje przedszkole było w budynku narożnym po stronie budynków okołokościelnych, sąsiadowało z budynkiem parafii kościoła pod wezwaniem NMP. Pozostałe rodzeństwo było w żłobkach lub przedszkolu. Młodsza siostra i brat chodzili do żłobka przy placu Kopernika. Siostra Danuta natomiast do przedszkola koło cegielni w okolicach szkoły podstawowej nr.3. Jak na warunki lęborskie obiekty rozrzucone były w promieniu nie większym niż 2 km. Wówczas w Lęborku nie było komunikacji miejskiej. Transport odbywał się per pedes, czyli na piechotę.

                               Na zakończenie przedszkola, zostałem wyfasowany w tornister z przyborami szkolnymi. Tornister jak pamiętam był z tektury pomalowanej brązową farbą i polakierowany. Piórnik drewniany a kilkoma kredkami oraz gumką do wycierania. Naukę w szkole podstawowej rozpocząłem w szkole nr. 6. W drugiej klasie przeniesiono mnie do szkoły numer 4, z krótkim epizodem w szkole nr. 3. Jednak szkołę podstawową ukończyłem w 4 rce. Zakończenie szkoły podstawowej wiąże się z epizodem związanym z moim imieniem. Do tej pory wszystkie świadectwa łącznie z tym kończącym 7 klasę, wówczas nauka w szkołach podstawowych kończyła się w 7 klasie, ja jestem ostatnim rocznikiem, później było już 8 klas. Więc czasami śmiejemy się, że mam wykształcenie wyższe z niepełnym podstawowym bo tylko 7 klas. Wracając do epizodu, składając dokumenty do szkoły średniej zobowiązani byliśmy do dostarczenia wypisu z aktu urodzenia. Poszedłem więc do UC w Lęborku po stosowny dokument. Podałem datę urodzenia, imiona rodziców, swoje imię i zostałem odesłany do domu bez metryki. Przekazałem mamie informację jaka mnie dotknęła, po czym mama poinformowała mnie, że ojciec mógł dać mi na imię Euzebiusz. Poszedłem ponownie do UC i okazało się, że nie jestem Zbyszek jak informują wszystkie posiadane świadectwa, lecz Euzebiusz.

                           Okres szkoły podstawowej to sporo wspomnień. Niektóre wesołe, inne smutne. Moja rodzina nie należała do elit społecznych miasta. Więc nie można było liczyć na wyrozumiałe traktowanie, nauczycieli, wychowawców lub innych uczniów o wyższym statusie. O swoje prawa i równość społeczną trzeba było walczyć. Dotyczyło to stopni za odpowiedzi. Miałem odwagę wykłócać się z nauczycielami o właściwe oceny za odpowiedzi, sprawdziany, klasówki. Nie tylko w swoim imieniu. Pamiętam, że dzieci z wyższym statusem były traktowane znacznie lepiej niż pozostałe. Trudno było również z tymi dzieciakami nawiązać bliższe stosunki. Nosiły nosy równie wysoko jak ich rodzice. Lębork w czasach kiedy ja uczęszczałem do szkoły podstawowej, miał ich cztery, nie liczę szkoły nr. 3 która traktowana była jako szkołą specjalistyczna. Podział uwzględniał raczej kierunki geograficzne miasta. Jako, że szkoła nr 6. nie posiadała sali gimnastycznej, korzystała z sali szkoły nr 4. Podobnie dotyczyło to również boiska do piłki ręcznej i infrastruktury lekkoatletycznej.

                      W mieście znajdowały się dwie świetne szkoły średnie. Dwa piękne obiekty, właściwie zespoły szkolne. Jednym z nich w czasie kiedy mieszkałem w Lęborku, było Liceum Pedagogiczne, które posiadało zespół kilku budynków edukacyjnych, wielką aulę w której odbywały się zawody sportowe. W szkole była również sala z boiskiem do siatkówki i koszykówki. Przy tej szkole był również stadion sportowy z bieżnią, skoczniami, boiskiem do piłki ręcznej. Na boiskach w tym zespole szkół trenowała młodzież z Lęborka, ale również sportowcy regionu gdańskiego. W czasie rozmów z kolegą z pracy, dowiedziałem się, że on kiedy biegał na średnich dystansach i trenował w Gdańsku, w czasie wakacji przyjeżdżał do Lęborka aby trenować formę. Druga szkołą to Ogólniak koło szpitala, z którego boiska korzystała  drużyna piłkarska Pogoni Lębork.  Po awansie do 3 ligi, wybudowano boisko sportowe pod lasem w pobliżu jednostki wojskowej przy ulicy Sportowej.

W trakcie nauki w szkole podstawowej młodzież mogła trenować sport w sekcji SKS. Uprawiano lekkoatletykę oraz dyscypliny zespołowe, z dużym naciskiem na piłkę ręczną i siatkówkę. Piłka nożna to już była domena Pogoni. Nauczycielem wychowania fizycznego był wspaniały człowiek p. Gajewski.

Sekcja sportowa SKS to nie tylko zajęcia sportowe, lecz również obowiązki. Uczniowie należący do sekcji SKS musieli uczestniczyć w wielu wydarzeniach miasta jakie się wówczas odbywały. A to uroczystości 1-go maja, a to inne święta państwowe, uroczystości szkolne. Tradycją były wówczas parady, przemarsze przez miasto. Do naszych koszulek sportowych przyczepiane były wówczas czerwone okrągłe emblematy z wyhaftowanym napisem SKS. Z pewnością dla wielu z nas była to duma. Były również takie momenty kiedy musieliśmy w tych koszulkach uczestniczyć nawet wówczas kiedy było bardzo zimno. No cóż, ówczesne władze planowały wszystko, pogody jednak nie potrafiły. Ze stratą dla mnie i moich kolegów, którzy trzęśliśmy się z zimna.

Zabawy dzieci odbywały się w zasadzie na podwórkach lub na pobliskich łąkach. Większość z nich to bieganie, skakanie przez rowy i płoty. O prawdziwej piłce można było wówczas pomarzyć. Biegaliśmy za obręczą koła roweru z którego usuwano szprychy. Wyginano z drutu metalowy pałąk i biegano po podwórkach, czasami między tyczkami. Kolejnym wydarzeniem były zabawy z puszkami z karbidem, było głośno. Czasami niebezpiecznie. Znane nam były również zabawy z kluczem który wypełniało się draską zapałek i uderzało o ścianę. Rozsypywanie magnezji i podpalanie pod drzwiami do których wcześniej pukało się do mieszkania sąsiadów. Jeździliśmy na łyżwach po rowach na łąkach, łyżwy były przypinane na motylki do butów. Były sanki, czasami gdzieś w piwnicach znalazło się poniemieckie narty z wiązaniami kandahara, które raczej były przeznaczone do biegania.

Latem po zajęciach szkolnych były zajęcia na łąkach i podwórkach. Czasami udało się wejść na ogródek jordanowski na sąsiedniej ulicy, ale tam rządzili starsi koledzy, którzy pilnowali aby gówniarze im nie przeszkadzali. Miasto raczej nie dbało o zabezpieczenie czasu wolnego dzieci i młodzieży. Pamiętam, że w roku 1958 wybudowano na sąsiedniej działce obok naszego domu budynek, który miał pełnić rolę obiektu kulturalno oświatowego. Przez jakiś czas był nawet opiekun. Sala była dosyć duża, były w niej stoliki z krzesłami, można było odrabiać lekcje, cos tam rysować, malować. Żadnej rewelacji nie było, pomieszczenie ogrzewane piecem węglowym.

Latem czas wolny to łąki, czasami ogrody gdzie były drzewa owocowe. Nie ukrywam, że czasami wpadliśmy na pomysł zdobycia owoców do jedzenia. Wyprawialiśmy się wówczas na ogrody działkowe mieszkańców, a nawet do sióstr zakonnych, które miały piękny ogród z dużą ilością drzew owocowych. Czasami do p. Gniedziejki, który uprawiał warzywa i owoce. Z uwagi na warunki jakie mieliśmy w domach, były wyprawy po jagody i grzyby do lasu. Wyprawy po jagody to również kilometry spacerów oraz dźwiganie urobku. Jeżeli któreś z dzieci miało rower, to miało dużą przewagę nad pozostałymi. Zdecydowana większość dzieci chodziła pieszo. Ja pierwszy rower dostałem od ojca w drugiej klasie szkoły podstawowej. Kupił go ojciec za gotówkę, wcześniej bowiem sprzedał jakąś działkę.

Wypoczynek letni, wakacje to raczej walka o jedzenie, zbieranie jagód. Karmienie zwierząt. Mieliśmy bowiem króliki, a nawet mama chowała w komórce świnię. Dla której trzeba było przywieźć karmę w postaci odpadków z kuchni w szkole czy z restauracji. Rower który kupił mi ojciec świetnie się do tego nadawał, bowiem nie miał bym siły udźwignąć 20 litrowej bańki. Stawiając na pedale mogłem ją dowieźć do domu. Zabicie świni w miejscowej rzeźni było wydarzeniem oraz okazją do uczty. Mama przerabiała pozyskane mięso i przez kilka miesięcy mieliśmy co jeść. Podobnie było z królikami, dla których trzeba było zdobywać pokarm.

Wakacje wyjazdowe. Skłamałbym gdybym powiedział, że ich nie było. Pierwsza moja podróż to wyprawa z mamy bratem pod Augustów do dziadka, pojechaliśmy pociągiem. Miałem wówczas 5 lat. W drugiej klasie szkoły podstawowej pojechałem na kolonie letnie do Ustrzyk Dolnych. Później w piątej klasie byłem na obozie harcerskim w Stilo, ale z uwagi na niewłaściwe sprawowanie skrócono mi pobyt. Pamiętam, że w ramach tego obozu harcerskiego zrobiona nam raczej obóz pracy. Bowiem co tylko wpadło do roboty w trakcie obozu, wzywano harcerzy. Nosiliśmy worki z kartoflami, marchewką, inne produkty. Obieraliśmy również te produkty. Kilka razy dziennie chodziliśmy na stołówkę i do pracy. W nocy robiono nam alarmy. Rozumiem, że wychowawcy mieli ubaw, chcieli się rozerwać, integrować, ale nie kosztem dzieci. Okazało się, że uwaga, że nie jesteśmy w obozie pracy przymusowej spowodowała natychmiastową konieczność odbioru mnie przez rodziców do domu. Więcej już takich przyjemności nie miałem. Pozostałe wakacje spędzałem w pracy. 

Oczywiście jak większość dzieci mieliśmy również inne obowiązki. Opieka młodszym rodzeństwem to podstawa. Większość dzieci nie chciała się opiekować młodszym rodzeństwem, ograniczało to bowiem ich czas wolny, a także powodowało dużą odpowiedzialność. Następnie kuchnie i piece węglowe. Przyniesienie drewna na rozpałkę, wcześniej rozdrobnienie. Przyniesienie węgla lub brykietów do palenia. Wyniesienie popiołu. Przy domu był ogród warzywny i drzewa owocowe. Ale wiązało się to również z koniecznością uprawy. Kopanie grządek, pielenie, podlewanie, a w końcu zbieranie plonów. My mieliśmy jeszcze dodatkowy ogródek w pobliżu domu brata mamy. Więc na brak pracy nie narzekaliśmy. Ale cóż, w tym czasie nie było telefonów komórkowych, laptopów, gier komputerowych. Większą część czasu spędzaliśmy na podwórkach. Do domu wracaliśmy kiedy było ciemno.

Zabawy podrostków to wspomnienia równie nieciekawe co niebezpieczne. Były petardy, łuki, strzały z procy, strzały z klucza, strzały z puszek wypełnionych karbidem. Zbieranie granatów i niewybuchów w lasach, wejście na strzelnicę wojskową w celu zdobycia nabojów pistoletowych czy karabinowych. Ogólnie rzecz biorąc chodziliśmy w bardzo niebezpieczne miejsca. Wojna w Indian i strzelanie z łuku skończyło się przykrym wypadkiem jednego z kolegów, który został postrzelony z łuku w oko. Skaleczenia, rozerwanie ciała po przejściu płotów, ogrodzeń s drutu kolczastego to sprawy codzienne. Nikt się tym nie przejmował, nikt nie był szczepiony przeciw tężcowi.

W okresie letnim w zasadzie większą część wolnego czasu spędzaliśmy nad wodą, której w okolicy nie brakowało. Ato rowy na łąkach, a to stawy na terenie cegielni po wybranej glinie, rzeka Łeba oraz jezioro Lubowidz. Na plaże do Łeby to była wyprawa i nie każdego było stać. W tamtym czasie wejście na plaże było płatne. Pływaliśmy więc w tych zbiornikach wodnych znajdujących się niedaleko domu, czasami udało się na jakimś kajaku. Przed wojną w Lęborku był piękny basen z trampolinami z drewna jesionowego. Ale po wojnie rozkradli go Rosjanie i mieszkańcy, którzy co mogli to przepuścili przez piece w celu ogrzania mieszkań. Basen był śmietnikiem miejskim, do którego okoliczni mieszkańcy wrzucali zbędne przedmioty, niepotrzebne wyposażenie domu. Próba kąpieli kończyła się śmiercią lub kalectwem.

 Zbyszek  Jasiński

 

Tytuł: Podwórka.Orlińskiego
Liczebność zbioru: 5
Okres: 1951-1960
Okres: 1955
Miejsce zdarzenia: Lębork
Ofiarodawca: Małgorzata Miotk -Ciesla
Rodzaj: Obraz
Umieszczone w OSA: NIE

 

 

 

 

dzieci z ulicy Orlińskiego, rok1955,na schodach pod blokiem nr 1. Od lewej Sabina Łużyńska, Dorotka Ł, Andrzej Ł ,Andrzej Miotk, Magda Miotk,  Małgosia M, Renia Młodzińska, Genek Łużyński, Ela Miotk, Irenka StećRok 1952 .Od lewej Renia Młodzińska,niżej Kazia Czapp, Jola Kozłowska,Ela Miotk,Waldek Stachowiak, Piotruś Czapp,Małgosia Miotk,Zdjęcie zrobione przed blokiem przy ul.M.BuczkaRok 1948.Od lewej Kazia Czapp, Piotruś Czapp,Małgosia Miotk, Ela MiotkW oknie: Sabina Łużyńska,Dorotka Łuzyńska,pani Łużynska i babcia.Niżej od lewej: Małgosia Miotk,Renia Młodzińska,Ela Miotk,na rowerze Kazia Czapp,.Stoją chłopcy Genek i Andrzej Łużyńscy. W ogrodzie pana Kellermana przy ul.Buczka. W tle budynek gdzie był sklep ( przy ul.Majewskiego), w którym sprzedawała p.Czajkowska.Niski budynek obok jest wyburzony.Dzieci to Magdzia i Marian Miotk

 
 
 
 
 
Tytuł: Staromiejska we wspomnieniach p.Małgorzaty Miotk-Cieśli.
Liczebność zbioru: 1
Autor: Małgorzata Miotk - Cieśla
Okres: 1945 - 1985
Miejsce zdarzenia: Lębork
Ofiarodawca: Małgorzata Miotk -Cieśla
Rodzaj: Obraz, Tekst
Umieszczone w OSA: NIE

 

Spacerkiem po ulicy Staromiejskiej w Lęborku

 

10 marca 1945 roku, Lębork odczuł boleśnie skutki wojny – szczególnie centrum miasta. Po wojnie częściowo miasto uporządkowano i odbudowano.

 Przy Placu Pokoju można odpocząć i podziwiać fontanny i spoglądać na 100 – letni budynek Apteki „Pod Lwem”. Długo pracował tam p. mgr. Farmacji Kazimierz Gajdzinus. Szkoda, że tej Apteki już nie ma, tylko punkt gastronomiczny.

Jak można zauważyć uliczki są tak powiązane i zespolone, jakby wstęgą, z obiektami i dzielnicami. Miłośnicy historii mogą podziwiać budowle z gotyckiej cegły, kamieniczki mieszczańskie na ul. Staromiejskiej. Przed wojną miała nazwę Stolpel– Strase, od roku 1945 – Słupska, następnie ul. Bieruta, a obecnie Staromiejska, i to jest odpowiednia nazwa tej ulicy. Na miejscu ubytków w ciągłości zabudowy uzupełniono budynki zachowując styl architektoniczny. Duża zasługa jest w tym wieloletniego architekta Lęborka. p. Jerzego Actuna, który na podstawie zdjęć i odpowiedniej dokumentacji zaprojektował wtopnienia nowych obiektów.

 Sięgając pamięcią przypominam sobie dawniejsze sklepy, sklepiki na tej ulicy. Obok Apteki „Pod Lwem”  był sklep rybny – sprzedawał tam krewny moich sąsiadów. Czasem opowiadał o tragicznych losach, jakich doznała ludność Polska przez Ukraińców podczas wojny. Sprzedawała też w tym sklepie pani Ruckeman (nauczycielka) póki nie otrzymała pracy w szkole. Tuż  przy tym sklepie był mały sklepik należących do państwa Delorm i pani Ochińskiej, gdzie była bielizna szyta na miarę i konfekcja, jak koszule męskie, biustonosze, gorsety itp. Obecnie na tym miejscu stoi klockowa budowla „Jantar”.

W głębi był mały domek ,który w czasie wojny,  służył jako Salon Fryzjerski Pani Petchel. Pracowała w tym Salonie również fryzjerka p. Anna Bąkowska. Po wojnie był to „Zakład Usługowy Bednarski” – tu lutowano bańki, kanki, garnki i inne przedmioty.

Po latach pozostały fragmentaryczne wspomnienia. Przy Aptece przyklejony był sklep wielobranżowy z działami jak: obuwniczy, z materiałami, odzieżą i pasmanterią. Ekspedientkami były p. Gizela Warner, p. Helena Harasin, p. Zielke i inne. Nazywano go  sklepem wiejskim. Był tu też długi zielony stragan drewniany – handlowano warzywami, owocami, a później przekształcono na dziewiarsko-pasmanteryjny.

Blisko stał też kiosk „ Ruch” –  obecnie jest tam Zakład Fotograficzny p. Klimka.

 Od nr 41 – gdzie obecnie jest Zakład Zegarmistrza i Optyka Pana R. Ciszewskiego, dalej  był taki sklep „1001 drobiazgów gospodarstwa domowego”. Kierownikiem tego sklepu był p. Stefaniak. Pod numerem 39 mieści się niezapomniany sklep Pani Belau i Pani Grodzkiej – lęborczanie znali i lubili ten cudowny sklepik. Kupowano tam wszelkie ozdoby, parasolki, torebki, buty, płaszcze ortalionowe itp. Można było się ubrać na każdą okazję. Dzisiaj jest punkt „PLAY”. Przy  okazji Świąt Bożego Narodzenia  podziwiano świąteczne makiety w oknach wystawowych. Podłączone mechanicznie postacie bajkowe poruszały się: Mikołaje, dzieci zjeżdżające na saneczkach, bałwanek i domek ośnieżony watą z kolorowymi migającymi światełkami i prezenty pod choinką. Dekoratorzy wprowadzali w nastrój świąteczny i świat fantazji – szczególnie dla dzieci, były to niezapomniane uroki.

 W tym ciągu kamienic dalej były sklepy z materiałami – ekspedientkami były p. Bukowska i p. Moskal. Pod numerem 35 – pamiętamy słynną drogerię państwa Wiśniewskich. Pani Wiśniewska zawsze uśmiechnięta i sympatyczna – doradzała jakie specyfiki są odpowiednie na uciążliwą dolegliwość i kosmetyki do odpowiedniej cery i urody. W miejscu, gdzie teraz jest Eldom ,  był  „Klub Książki i Prasy „Ruch” – można było wypić kawę i poczytać prasę. Ciągnęły się sklepy jeden przy drugim masarniczy pod Nr 34 – gdzie pracował Pan Marian Z. – dalej piekarnia „Społem” i elektryczny sklep „Eldom”. Był też sklep sportowy - z lalkami, zabawkami, sprzętem wędkarskim i sportowym. W miejscu tego sklepu powstał  piętrowy. Pod nr 22 z  porcelaną i kryształami – sklep prowadziła p. Binkiewicz – nazywaliśmy ją Panią z Kolczykami.

 Obecny sklep „BIG – STAR”, a kiedyś mieściła się „Drogeria” – kosmetyczno – chemiczna – pracowali tam Państwo Chmielińscy, p. Teresa Chyłek, p. Teresa Szczutowska i p. T. Czyż. W tym miejscu gdzie mieści się kancelaria prawnicza „CREDIT – AGRICOLE”, były sklepiki małe, wąskie z cukierkami kolorowymi, lizakami, dropsami. Cukierki były nieco inne niż dzisiejsze. Do tych sklepików dostarczali swój towar cukiernicy p. Dering i p. Ramczyk, którzy mieli swoją wytwórnię cukierków w budynku przy ul. Fornalskiej,( dzisiejsza Franciszkańska), koło kościoła św. Jakuba Apostoła. Obok cukierenek był sklep nabiałowy i wąski sklepik masarniczy. Potem w miejscu tych sklepów był Bar „Bistro”, w którym pracowały p. Gertner, p. Dzida, p. Bania. Zakłady pracy swoim pracownikom z funduszu socjalnego fundowały bony żywnościowe i w tym „Barze” – konsumowano posiłki (obiady). Na jakiś czas ten obiekt przyjęli w ajencję Państwo Domkowie, była masarnia z własnymi wyrobami wędliniarskimi i sklep . Tuż obok stoi okazała budowla – to Piekarnia i Ciastkarnia renomowanego piekarza p. Franciszka Wenty – ojciec przekazał prowadzenie piekarni synom Brunowi i Markowi. Można tam kupić smaczne pieczywo, wyroby ciastkarskie i zjeść smaczne kolorowe lody.

 Często wspominamy z siostrą pierwszy sklep delikatesowy w latach 1958 – 1959-1960 pani Generał – później w tym pomieszczeniu był sklep obuwniczy, prowadzili go pp. Natalicze, w tym sklepie sprzedawano tez telewizory i sprzęt audiowizualny.

 Rzeka Łeba dzieli ul. Staromiejską a przy moście handlują lęborskie działkowe handlarki. Przy rógu ul. Staromiejskiej i ul. Targowej – były sklepiki narożne braci Boss – były w nich warzywa – owoce, kiszona kapusta, ogórki, przyprawy i różne słodycze. Po tej samej stronie Zakład Szycia Czapek – właścicielami byli p. Watrakiewiczowie. W tym samym miejscu mieścił się Punkt Repasacji pończoch nylonowych (podnoszenia oczek). Parę metrów dalej mieściły się biura „Samopomoc – Chłopska” i skup rolniczo – gospodarczy: tu przyjeżdżali wozami gospodarze, sprzedawali swoje towary i otrzymywali talony. Obok stał „Ruch” – Kiosk – sprzedawała p. Przybyłowa. Zasypana została rzeka Okalica o nieprzyjemnym zapachu. Dalej po tej stronie Pawilon Książki – Księgarnia. Maleńka kwiaciarnia p. Stacherów. Sklep warzywno – owocowy pp. Gniedziejków oraz maleńki „Koktajl Bar”. Dzisiaj są nowoczesne sklepy z wymyślnymi nazwami. Restauracja „APIS” – powstały też inne obiekty, często się przeobrażowują. Po drugiej stronie ulicy, gdzie kiedyś stała wielka agawa  i PKO. Pod Nr 16 był Zakład Kamieniarski Pana Augustyniaka – zamawiano tam pomniki. Była też jadłodajnia „MUSZELKA” – goście konsumując, zachwalali posiłki – były bardzo smaczne, przyrządzone przez panie kucharki, gdzie kierowniczką była wówczas Pani Celekińska.W latach 80-tych ajentami tego lokalu byli Państwo Domkowie.

W głębi podwórka między numerami 16-15, była Kuźnia p. Czaplewskich. Pod Nr 14 mieścił się Zakład Fryzjerski Damsko – Męski – prowadzony przez małżeństwo A i F Bąkowskich, gdy przeszli na emeryturę prowadziła Salon Fryzjerski p. Stefcia Janke. Pod numerem 12-13 był sklep z zabawkami „Jaś i Małgosia” i sklep pasmanteryjny z bielizną  trykotową i pończochami. Pamiętam p. Fierkę, Laskowską, Dobę i Ossowską, ekspedientki doradzały przy zakupach.

 Pod Nr 11-12 Zakład Szklarski p. Kujaczyńskiego, który zamieszkiwał na ul. Majewskiego. Na parterze tego budynku był zegarmistrz, w oknie tego zakładu zegar wskazywał dokładne  godziny. Mieszkali tam Państwo Dzieciniak, syn Adam był aktorem w Teatrze Lalek „Tęcza”. Za mostem nad rzeką Łebą, była stolarnia, której kierownikiem był Pan Grzebyta w latach 60-tych. Na miejscu tej stolarni i ogrodu z drzewami owocowymi, był to teren duży, powstały bloki ul. A. Krajowej 13a, 13b, 13c. Tuż przy ulicy była „Cepelia”. Obecnie stoi duży piękny obiekt – dom nr 7. Na ul. Staromiejskiej była kwiaciarnia „Orchidea” w piwnicy a nad kwiaciarnią Sklep Motorniczy, gdzie można było kupić rowery i motocykle oraz inne sprzęty. Sklep- kwiaciarnia „Orchidea”, został przeniesiony do narożnego budynku przy 6, prowadzony jest przez panią Joasię Tuniewicz. W tej kwiaciarni Joasi, był kiedyś sklep warzywny, w którym sprzedawała p. Puchacz. Pod Nr 6 była piekarnia- w 1945r własnością p. Dampc, następnie piekarnię przejął p. Franciszek Wenta – ekspedientkami były Małgosia Hoppe, p. J. Kobierzyńska i p. Wetta.

 Pod Nr 5 znajdował się sklep obuwniczy „Ba-ta”. Obok w latach 80 p. Czapla prowadziła „Pizzerię”. Od lat pamiętnych istniał i istnieje sklep spożywczy – nazywaliśmy ten sklep „U Flaka – pod Ósemką” a dalej był sklep z lustrami. Znałam osoby, które tam sprzedawały. Róg Staromiejskiej i ul. Reja,tu mieścił się przed wojną sklep meblarski Pana Kocha. Po wojnie sklep z książkami i artykułami papierniczymi. Na pierwszym piętrze był Zakład Fotograficzny Pana Nalepy. Naprzeciw stoi sklep tzw. skórzany, gdzie można kupić torby, walizeczki, rękawiczki, kurtki skórzane, a kiedyś i futra. Na pierwszym piętrze Pan Paździora naprawiał radia, telewizory. Dalej jest Restauracja, Banki, Sklep Obuwniczy i Pizzeria „Oliwka”, Kantor - to wszystko jest nowe Odpoczywając na ławeczce podziwiam fontannę z żabkami – szczególnie zainteresowani żabkami są dzieci.

 Każdy okres ma swoją historię.

Na wspomnianych miejscach są już nowe obiekty. Kolorowa i ciekawa jest nasza „Starówka” i ma swoją elegancję. Włodarze dbają o nasze miasto, które dynamicznie się rozwija. Każdy może znaleźć coś ciekawego dla siebie, historycy, turyści i zwykli lęborczanie. Z okazji imprez okolicznościowych np. „Dni Jakubowych”, na ul. Staromiejskiej są ustawione ciekawe stoiska ze starociami i stragany z różnościami. Są  też wypieki i smakołyki jak: „laska Jakuba”, „tarcza Nipkowa”, desery z lodów w kolorach Lęborka. Spotkanie z gościnnymi ze świata -zespołami tanecznymi i muzycznymi w strojach ludowych i regionalnych, także w strojach kaszubskich z „Zrzeszenia Kaszubskiego”.

Taka to jest ulica…

Tytuł: Nowy Świat w obiektywach Adama i Leszka Buchowskich.
Liczebność zbioru: 20
Autor: Adam Buchowski, leszek Buchowski
Okres: 1961-1970
Twórca: Adam Buchowski, Leszek Buchowski
Miejsce zdarzenia: Lębork
Ofiarodawca: Adam Buchowski, Leszek Buchowski
Miejsce wytworzenia: Lębork
Rodzaj: Obraz
Umieszczone w OSA: NIE

 

 

 

Autorami  tych wszystkich fotografii są panowie Adam Buchowski  i Leszek Buchowski

 

 

 
 
 
Tytuł: Podwórka.Ul. Rutkowskiego
Liczebność zbioru: 1
Okres: 1971-1980
Okres: 1984
Miejsce zdarzenia: Lębork
Ofiarodawca: Jolanta Romanowska
Rodzaj: Obraz
Umieszczone w OSA: NIE

1984 - osiedle roszarnicze, ul.Rutkowskiego

 
Tytuł: Podwórka.Jedności Robotniczej
Liczebność zbioru: 1
Autor: nieznany
Okres: 1945-1950
Miejsce zdarzenia: Lębork
Rodzaj: Obraz
Umieszczone w OSA: NIE

Rok  nieustalony. Rodzina pp. Brękiewicz

Tytuł: Podwórka- ul.Bieruta
Liczebność zbioru: 1
Okres: nieustalony
Miejsce zdarzenia: Lębork
Ofiarodawca: Danuta Richert
Rodzaj: Obraz
Umieszczone w OSA: NIE

Rok nieustalony.Tak wyglądało podwórko, na które wjeżdżało się tą bramą, gdzie teraz jest pierogarnia

 
Tytuł: Centrala Nasienna
Liczebność zbioru: 1
Autor: nieznany
Okres: nieustalony
Miejsce zdarzenia: Lębork
Rodzaj: Obraz
Umieszczone w OSA: NIE

Tytuł: Wspomnienia z ulicy Orlińskiego
Liczebność zbioru: 1
Autor: Małgorzata Miotk - Cieśla
Okres: 1945- 70
Twórca: Małgorzata Miotk - Cieśla
Miejsce zdarzenia: Lębork
Ofiarodawca: Małgorzata Miotk -Ciesla
Miejsce wytworzenia: Lębork
Rodzaj: Tekst
Umieszczone w OSA: NIE

 

Opis ulicy Orlińskiego z mojego dzieciństwa

 

                       W styczniu 1946 r. wraz z rodzicami i malutką siostrą Elą, zamieszkaliśmy przy ul. Orlińskiego 1/4. Zimą padał śnieg i był mróz. Mamusia z panią Czapp, przewoziły nasze meble na dużych saniach  do nowego mieszkania, na które rodzice otrzymali meldunek. Mieszkanie różniło się od poprzedniego z ul. Konopnickiej 5, w którym się urodziłam. Tu była łazienka, wanna, bojler gazowy na ciepłą wodę, sanitariaty, kuchnia z piecykiem na gaz i na węgiel, przedpokój i dwa pokoje. Blok miał dwa piętra, parter i pierwsze piętro (mieszkalne), drugie piętro – to strych do suszenia bielizny. Każdy z lokatorów miał stryszek i pokoik kawalerski. W korytarzu na strychu stała duża drabina, skrzynia z piaskiem, bosak i flaga biało-czerwona. Klatka schodowa była niezniszczona – z zieloną lamperią. W piwnicy była pralnia z piecem i kotłem do gotowania bielizny. Stała tam również pękata beczka z wodą. Z relacji rodziców dowiedziałam się, że niektóre piwnice służyły jako schrony w czasie nalotów podczas wojny i były bardzo zaśmiecone – więc należało je oczyścić. Piwnice miały na zewnątrz stalowe zasuwane okiennice. Przed klatką schodową wisiała lampa z białymi szybkami, a przy drzwiach wejściowych były dzwonki do każdego lokalu, coś w rodzaju domofonów. Drzwi wejściowe były solidne i każdy z mieszkańców miał klucz. To był prawdziwy luksus.

          Obok domu znajdowało się duże podwórko  z terenem zielonym, na którym stały dwa wysokie maszty, a na zielonej trawie rosły krzaki dzikich róż. Każdy blok był ogrodzony niziutkim płotkiem z paradną furteczką. Ulica Orlińskiego była wysadzona topolami. Drzewa te były smukłe i szumiące, w listkach zaś kryły się chrabąszcze. Od strony ul. Buczka była brama wjazdowa naprzeciw ogrodnictwa państwa Zawadzkich. Chodziliśmy tam kupować bratki i warzywa. Przed każdym blokiem był chodnik wyłożony płytkami i wykończony obrzeżami – o dziwo nie zapadał się. Bloki były piękne, z szarą elewacją i czerwonymi dachówkami. Z drugiej strony bloku, od strony piwnicy, był ganek zielony ze schodkami. Była to droga ewakuacyjna. Każdy z lokatorów miał malutki ogródek na kwiaty i warzywa, takie jak pietruszka, koper, chrzan, mięta, floksy i lisie ogony. Należy przyznać, że Niemcy byli dobrymi gospodarzami – przemyślana konstrukcja i architektura. Nic nie było z przypadku. Był też piękny widok na zielone, kwieciste łąki, rowy przejrzyste. Na łące pasły się krowy, konie, kozy i stadko gęsi. Po trawie skakały zielone żabki, a w wodzie pełzały pijawki. Na łące były zloty ptaków, bocianów, jaskółek i wron. Rosły też krzewy głogu, na które siadały zimą gile i jemiołuszki. Łąka była dla nas prawdziwą OAZĄ do zabaw, zbierania kwiatów, obserwacji, opalania się, a zimą ślizgawką, gdzie największą przyjemnością była jazda sankami z górki. Wokół płotków rosły roślinki, niektórych nazw nie poznałam. Była pokrzywa biała i parząca, jaskółcze ziele, babka lancetowa, mlecz żółty, późniejsze dmuchawce, szczaw, boży chlebek, serduszka maleńkie, które też próbowałyśmy – to była prawdziwa ekologia. Między blokami a łąką wisiała lampka na przewodzie elektrycznym. Wieczorem świeciła, a podczas wiatru żarówka się kiwała, rozjaśniając całe podwórko. Jako dziecko miałam dobrą spostrzegawczość i pamięć wzrokową. Pamiętam z nazwisk i wyglądu pierwszych sąsiadów, którzy zamieszkiwali przed nami po wojnie a później się wyprowadzili. Wszyscy twierdzili, że są z Łodzi, Warszawy, jedni przed drugimi uciekali i wyjeżdżali – byli nieufni. Ci z Łodzi mieli sklepiki na Złotym Rogu – był tam sklep spożywczy, warzywny.

             Pamiętam: Pan, który zamieszkał przed nami w latach1945–1946 w naszym mieszkaniu, był wojskowym. Zgromadził dużo obrazów w pozłacanych ramach, były też inne rzeczy, które zabrał i wyprowadził się do Słupska. Niektórzy lokatorzy w tych latach, zajmowali po dwa lokale mieszkalne, widocznie rezerwowali je  dla swoich rodzin. Na piętrze mieszkali państwo B. Szybko się jednak wyprowadzili, gdy milicja zajęła się dochodzeniem w sprawie włamań do piwnic i znikającymi żarówkami z klatki schodowej.

         Na parterze 1/1 mieszkali sympatyczni państwo Milińscy z córeczką Izą i psem bokserem Rolfem. Ten pan miał hobby – hodował gołębie w pokojowym kredensie. Wyjechali do Warszawy, zaś pożegnanie było smutne. W środkowym mieszkaniu 2/3 mieszkali państwo Mierniccy z babcią i synem Wojtkiem. Czuli się tu niepewnie, tak jakby kogoś lub czegoś się bali. W końcu wyjechali. Potem wprowadzili się następni: państwo Aftanasowie, Dąbrowscy, Stanisławczykowie, Dołowiczowie, Bogutynowie. Sąsiedzi byli różni, jedni spokojni, drudzy kłótliwi i złośliwi. Pan Aleksander – kawaler brunet, ożenił się z panią Zosią i miał czwórkę dzieci: Tadzia, Henia, Romka i Tereskę. Pani Zosia była krawcową, szyła sukienki sąsiadkom, kolorowe szmatki podrzucała dziewczynkom, które bawiły się lalkami. Ośmielam się wspomnieć i wymienić z szacunkiem nazwisko państwa Bogutynów. Oni bardzo polubili mojego brata Mariana, który jako dziecko, często u nich przebywał. Ci państwo  – Aniela, Marian i Mirosława (ich córka), zamieszkali na parterze 1/3. Pani Aniela poważna, dostojna, mgr pedagog, psycholog i metodyk wychowania przedszkolnego. Uczyła od 1948 roku, początkowo w Seminarium Nauczycielskim LWP (3 letnie), potem LWP (4 letnie) i LPWP (5 letnie) i na SN – była też kierownikiem praktyk pedagogicznych wychowania przedszkolnego. Zapisała mnie i siostrę w 1948 roku do Przedszkola Ćwiczeń, które mieściło się w gmachu Liceum Pedagogicznego (koło sali kinowej).                     Na parterze kształciły się przyszłe wychowawczynie przedszkoli. Był to rok 1948 – 1949. Jako pedagog obserwowała dzieci na podwórku i o każdym miała wyrobioną opinię. Ze stoickim spokojem tłumaczyła: „Nie należy dzieci karać, życie samo ukarze i uczy...”. Pan Marian Bogutyn, wysoki mężczyzna, charakterystyczny z wyglądu, miał łysinę – w tych czasach był na indeksie, bo służył w wojsku Andersa i AK. Pokazywał nam zdjęcia z Monte Casino oraz z Iraku. Nie pracował, toteż nudził się. Często, odwiedzał sąsiadów, chciał być użyteczny. Dzieci i mieszkania przypilnował, lekcje z dziećmi odrabiał, książki wypożyczał do czytania. Chciał dzieci nauczyć płynnego czytania z książki J. Spyri pt.: „Kornelia” i matematyki, ale to mu się nie udało. Ich córka Mirka, jedynaczka – mądra i ładna umiała się pięknie śmiać. Gdy była studentką, moją siostrę Elę, często zabierała na spacery do znajomych. Nieraz bywało, że z rodzicami spędzali wspólnie wigilię Bożego Narodzenia. To była niepowtarzalna atmosfera. Pani Aniela przygotowywała potrawy wschodnie (kutię i makiełki). Każdy z sąsiadów miał swoje tradycje i niezapomniane potrawy na stworzenie nastroju świątecznego.

                Wdowa Pani Regina A. miała trójkę dzieci. Bardzo trudno było utrzymać rodzinę i wykształcić córki Irenę i Olę. Pan Dąbrowski często się do dzieci uśmiechał i miał takie piękne zadbane zęby – przewoził chłopców samochodem, które na tę okazję wyczekiwały – to była prawdziwa frajda. Pewnego popołudnia przywiózł sobie na motorze młodziutką panią Tereskę z długim warkoczem, ożenił się i wszystko się skończyło.

             Pod numerem 1/6 mieszkała pani Maria Dołowicz – pracowała w służbie zdrowia. Córka tych państwa była lekarzem internistą – to pani Alina Listopad, która wyjechała z córkami do Wrocławia. Pani Maria miała duszę artystyczną – malowała obrazy, wykonywała różne przedmioty jak: laleczki, maseczki i buty. Pani A. Listopad często przyjeżdżała do Lęborka na groby swoich rodziców – odwiedzała ul. Orlińskiego i sąsiadów – zatrzymywała się u nas na nocleg i gościnę. Bywali też inni goście, drzwi zawsze były otwarte. Mamusia była bardzo gościnna, przyjazna i uczynna. W drugim wejściu 1a mieszkała pani Genia Mazur i jej córki: Irena, Janeczka i Alina – szczera, dzieliła się wszystkim co miała. Latem przygotowała lody śmietankowe dla dzieci z podwórka, co dla łasuchów było wyjątkowym przysmakiem. Przed świętami wędziliśmy wspólnie na podwórku w beczce mięso i kiełbasy. Jej mąż wypożyczał rower chłopcom na wycieczki i przynosił obręcze z rowerów do zabaw w koło. Państwo Morowieccy byli bezdzietni – on żartowniś, ślusarz w Lęborku jedyny, który potrafił otwierać sejfy i kasy pancerne. Miał własny warsztat ślusarski przy ul. Curie Skłodowskiej. Pani Lucyna Morowiecka, zaś zgrabna i modnisia. Mieli psa wilczura Norę – to było wierne psisko.

                  Na piętrze mieszkali Państwo Kozłowscy – dumni ze swoich synów wojskowych oficerów, Hieronima i Juliusza oraz Joli (nauczycielki). Państwo Ziemiańscy mieszkali z nami przez ścianę, dystyngowani i kulturalni. Latem rodzina przyjeżdżała z Wrocławia do dziadków. Podczas wakacji, rodziny się odwiedzały i przyjeżdżali wypocząć nad morzem z Warszawy, Poznania, Jędrzejowa. Małżeństwo Kowalscy ciągle wędrowali – nazywali ich wędrowniczkami. Byli też sąsiedzi o dwóch podobnych nazwiskach na „O”. Jedną z nich nazywali Omegą, paradowała w atłasowym, zielonym szlafroku po chodniku i koło śmietnika – wyjechała do stolicy.

                Mieszkała pani o nazwisku jak drzewo na „K”– ona nieduża drobinka, tłumaczyła mi teksty z języka rosyjskiego, bardzo uzdolniona manualnie. Jej córka Natasza miała wplecione w warkocz duże czerwone kokardy. Jej siostrę natomiast, Bożenkę o blond włosach, nazywali panią Pikusiową, bo miała pieski i kotki. Dzieci jej często dokuczały. Z wykształcenia była biologiem, znała się na farmacji i łacińskich nazwach roślin. Zakładała wspólnie z panią Rückeman akwaria w Liceum Pedagogicznym. Musiała doznać wiele krzywd i cierpień w czasie wojny, to też miała swoje tajemnice. Zresztą kto tych tajemnic nie miał. Marnie skończyła, ale nie na naszej ulicy. Z Izraela pewne osoby dopytywały się o grób tej pani Boginiec. Na ul. Orlińskiego mieszkali – milicjanci, ubowcy, „gumowe ucha” i „niepewni” – inteligencja i robotnicy – wszyscy się szanowali i żyli w zgodzie. Społeczeństwo się wymieszało ze Wschodu, Kresów, Zachodu, Kaszub, autochtoni itp.

              Pewnego dnia na podwórku stanął płot na wzór Pawlaka i Kargula – zastanawiano się więc po co? I kto ogrodził wzdłuż podwórka. Okazało się, że to dwóch panów, aby poszerzyć fermę dla kur i powstało podwórko z kurzymi odchodami. Stawiano okropne chlewiki, szopki, kurniki, klatki. Między chlewikami spacerowały szczury oraz unosił się przerażający fetor świński. Od roku 1949 powiększyła się nasza rodzinka o dwie istotki: brata Mariana i siostrzyczkę Magdzię. Przybywało coraz więcej dzieci na podwórku. Była Renia ze złocistymi włoskami, Kazia i Piotruś Czapp, gromadka u państwa Łużyńskich: Andrzej, Gienek, Sabina, Dorcia, Ziula, Witek. Także u Kolejarzy czwórka. Był Januszek upośledzony, Andrzej Franczak – czarniutki, malutki, grzeczny (zmarł mając 7 lat). Jego siostra Marylka i Adaś. U Kłosów: Halinka i Andrzej. Z okna często wyglądała Irenka z warkoczykami, w które wpięte były zapinki w biedronki.

                 Zosia Lechończak miała pomysły – zdolna organizowała teatrzyk podwórkowy, były śpiewy, deklamacje wierszyków, zabawy zręcznościowe – gry w piłkę, hula-hop, klasy, itp. I zabawy twórcze – w dom, szkołę, zabawy z lalkami. Na tyłach Domu Starców zbierałyśmy kolorowe szkiełka, koraliczki i znajdowałyśmy nieraz w gruzach fragmenty rozbitych figurek porcelanowych. Chowałyśmy te skarby w pudełkach po papierosach, które dostarczał nam pan Bogutyn. Mamusie uczyły dziewczynki haftować i robótek na drutach. Dzieci się nie nudziły, latem gromadką chodziły do lasu na jagody. Starsze rodzeństwo względem młodszych było opiekuńcze. Jednak także były obowiązki takie jak: pomoc w pracach domowych, stanie w kolejkach po chleb i mięso, chodzenie z bańką po mleko i maślankę do sklepu pani Czarkowskiej.

             W latach 50-tych były kartki żywnościowe na tłuszcze (olej). Pamiętam sklep na Złotym Rogu i sklep spożywczy pani Gołąbkowej, w tych sklepach kupowaliśmy produkty. W niedzielę rodzinnie chodzono do kościoła, odświętnie ubrani, dzieci z przodu, rodzice z tyłu. Codziennie mijaliśmy żywopłot na ul Buczka – siadały tam wróbelki, w głębi stała duża stodoła – obiekt należał do państwa Mackiewiczów, dzisiaj stoją tam domy jednorodzinne. W sąsiedztwie ul. Orlińskiego były gospodarstwa państwa Kaliszów, Parasów, Kiedrowskich, pana Gintera. Z podwórka zniknęły drewniane belki, gdzie wysiadywały sąsiadki, były schodki, śmiechy i ploteczki, nie umknęło nic ciekawego: „kto z rana szedł do pracy? Do kogo goście przyjechali? Kto spodziewa się dziecka? Kto zdał do następnej klasy? Lub komu miał wyrosnąć kaktus na dłoni?”. Podwórko odwiedzali czasem chłopcy - wandale – rysowali graffiti kasztanami, świńskie obrazki. Zniszczone zostały dzwonki, lampa potłuczona kamykami z procy, ginęły papierosy z pokoiku pana Mariana B. oraz mosiężne klamki. Obraz OAZY się zmienił, także przez nadbudówki  i pożar.

                   Lata płynęły, dzieci wyrosły, wykształciły się, zdobyły zawody, założyły swoje rodziny. Niektórzy wyjechali z Lęborka i z Polski. Z czasem zniknęły topole, kwieciste łąki, ogródki, pralnie i pokoiki. Wprowadzili się nowi sąsiedzi.  Były chrzciny, wesela, pogrzeby, staraliśmy się odprowadzać sąsiadów i znajomych na miejsce spoczynku.

                Smutno się jakoś zrobiło, krajobraz z lat dziecięcych się zmienił. Na kwiecistych łąkach powstały domki jednorodzinne, działki odgrodzone od siebie, rowy zaśmiecone, drogi inne i nowe nazwy ulic. Dzieci z podwórka zostały babciami, dziadkami. Ach, jak ten świat się zmienia, obrazy i wspomnienia z dzieciństwa pozostały. Na tej ulicy Orlińskiego, spotkało mnie mnóstwo wspaniałych zdarzeń, zawsze mogłam spotkać życzliwe i pomocne osoby.

              Gościnnie odwiedzam mój dom rodzinny 1/4 i podziwiam jak dzięki wspólnotom mieszkaniowym, bloki wyremontowano, ocieplono, są kolorowe i oświetlone, chodniki i ulica wyłożone kostką. I mówi się: idę na Orlińskiego, co tam na Orlińskiego? a to Ci z Orlińskiego, i tak pozostanie.

 

 

Małgorzata Miotk Cieśla