Tytuł: Krótki Zarys 50 lecia Sportu Związku Nauczycielstwa Polskiego Lębork 1953-2003
Liczebność zbioru: 1
Autor: Bolesław Bykowski
Okres: 1953 - 2003
Miejsce zdarzenia: Lębork
Ofiarodawca: ZNP oddz.Lębork
Miejsce wytworzenia: Lębork
Rodzaj: Tekst
Umieszczone w OSA: NIE

 

 

                                                                                                                   Bolesław Bykowski

 

 

Krótki Zarys 50 lecia Sportu Związku Nauczycielstwa Polskiego Lębork 1953-2003

 

 

Już wcześniej pisałem, że MKS „Wiedza" Lębork z sekcjami: piłka nożna, bokserska powstała w październiku 1947 r., ażeby przekształcić się w 1949 roku w RS „Ogniwo" Lębork. W latach pięćdziesiątych (1954), za sprawą animatorów sportu młodzieżowego i nauczycielskiego kol. Czesława Pajewskiego, Józefa Libicha i piszącego, nastąpiło odrodzenie KS "Wiedzy", ale już przy Oddziale Zarządu ZNP Lębork z sekcjami piłki siatkowej, koszykowej i tenisa stołowego. Nauczyciele, miłośnicy sportu mieli możliwość uczestniczenia do dnia dzisiejszego w różnych imprezach sportowych, do szczebla centralnego włącznie, według kalendarza sekcji sportowej przy Zarządzie Głównym ZNP w Warszawie.

W latach 1960-1984 przewodniczącym sekcji sportowej przy Oddziale ZNP Lębork został wybrany kol. Czesław Pajewski, nauczyciel WF-u Szkoły Podstawowej nr 4 Między innymi to On opracował kalendarz imprez sportowych dla rodzin nauczycielskich, które startowały przez cały rok szkolny w kilkunastu dyscyplinach sportowych współzawodnicząc o miano najlepszego Ogniska ZNP w powiecie. Również On sam – Czesław – skupił wokół siebie aktyw sportowy nauczycieli wf pomagający mu realizować dyscypliny sportowe w kategorii kobiet i mężczyzn.

Podsumowaniem całorocznego współzawodnictwa sportowego był "bal nad balami" w SP 4 w Lęborku, gdzie wręczono dyplomy, puchary indywidualne i drużynowe dla najlepszych zawodników i drużyn "Ogniska". Tzw. "Duszą" balu sportowego było usportowione małżeństwo p.p. Ireny i Czesława Pajewskich. Opracowane przez nich konkursy dodawały atrakcji tej pięknej, niezapomnianej imprezie.

Sport łączy nauczycieli, pozwała zapominać o troskach i trudach dnia codziennego.

Po rezygnacji z funkcji przewodniczącego kol. Pajewskiego, funkcję tę pełnił krótko kol. Stanisław Feiner, kol. Danuta Kubicka, kol. Stanisław Prokopczuk, a dziś kol. T. Dubrowski organizując sporadycznie imprezy sportowe – piłka nożna, kosz, siatka, tenis stołowy.

W latach pięćdziesiątych (1954) za sprawą animatorów sportu młodzieżowego i nauczycielskiego - kol. Czesława Pajewskiego i piszącego – przy Oddziale Zarządu ZNP Lęborku powstaje sekcja sportowa (protokół zebrania, wrzesień 1954 r. LO Lębork) propagując rozwój sportu w ogniskach nauczycielskich; zaś w latach sześćdziesiątych (1964) nastąpiło odrodzenie MKS "Wiedza", ale już jako ZNP „Wiedza" przy Zarządzie ZNP Lębork. Między innymi pod nazwą ZNP „Wiedza" do dnia dzisiejszego firmuje uczestnictwo nauczycieli w imprezach sportowych na różnych szczeblach.

Niekwestionowanym absolutnie działaczem sportowym był – dziś już nieżyjący kol. Józef Libich, który był udzielającym się i bez reszty oddanym w różnych klubach sportowych i ich sekcjach. Był zawsze obecny tam, gdzie potrzebowano pomocy organizacyjnej:

-        1945 r. współzałożyciel ZZK KS "Kolejarz" Lębork – skarbnik;

-        1949 r. współzałożyciel KS "Ogniwo" Lębork - mierzący czas uderzając w gong na meczach bokserskich; 1

-        1964 r. współzałożyciel KS "Wiedza" Lęborku

-        wspomagał prof. Stanisława Gołąba (Liceum Pedagogiczne typu wf Lębork) w organizowaniu zimowo-letnich obozów sportowych dla młodzieży;

-        kierownik biura zawodów na imprezach sportowych, m.in. skrupulatnie nadzorował punktację poszczególnych dyscyplin sportowych na różnych szczeblach organizacyjnych; – opracował KRONIKĘ SPORTU LĘBORSKIEGO 1945-1986 r., z której do dziś korzystają działacze sportowi przy opracowywaniu referatów na obchody jubileuszy swoich klubów.

Kol. Józef Libich na równi kochał pracę (długoletni księgowy w Inspektoracie szkolnym i Liceum Pedagogicznym w Lęborku), rodzinę, jak i sport. Miał grono wielkich przyjaciół, z którymi spędzał swój wolny czas na przeróżnych imprezach (nie tylko sportowych).

Zmiana administracji województw w 1975 roku nie przeszkodziła w realizacji kalendarza imprez sportowych przyjmując formę festynów sportowych współzawodnictwa między Oddziałami ZNP miast woj. słupskiego. Był to wspaniały pomysł prezesa Okręgu ZNP kol. Danuty Jędrasik; potem tę pałeczkę przejęła kol. Prezes Halina Gessy ze Słupska.

Atrakcją dodatkową była realizacja programu imprez w plenerze (rybołówstwo, malarstwo, tańce, śpiewy chóralne) oraz dyscypliny sportowe – siatka, kosz, strzelectwo, tenis stołowy w zależności od warunków jakimi dysponował Oddział ZNP – organizator festynu sportowego. Finałem kończącym współzawodnictwo były zabawy oraz wręczanie dyplomów, pucharów, nagród rzeczowych za zwycięstwa indywidualne i drużynowe.

Sport integrował brać nauczycielską, przecież "przyszliśmy" w roku 1975 z województwa gdańskiego do słupskiego. Początek tej wielkiej przygodzie sportowej dał Jarosławiec – Lębork - Swieżyno k/Miastka.

Po 23 latach wracamy, ale już razem jako powiaty do woj. pomorskiego. Sądzę, że zmiana – po raz drugi – zmobilizuje aktyw sekcji sportowej przy Zarządzie Oddziału ZNP Lębork (jako powiat) pod batutą dzielnego prezesa kol. Jerzego Repińskiego i nawiąże do dawnych tradycji, a być może do jeszcze lepszych i atrakcyjniejszych form czynnego wypoczynku nauczycieli, do których przyłączam się jako emeryt.

Po kol. Tadeuszu Dubrowskim , który próbował nawiązać do dawnych tradycji sportowych Oddziału ZNP sekcji sportowo-kulturalnych, zorganizował kilka imprez, ale komplikacje zdrowotne nie pozwoliły dalej kontynuować rozpoczętego dzieła – a szkoda. Schedę – rok 1975 przejął za namową prezesa Oddziału kol. Jerzego Repińskiego społecznik kol. Roman Rzoska emerytowany nauczyciel wychowania fizycznego z krwi i kości uzdolniony w podwójnej grze – w tenisa stołowego oraz na akordeonie i organach stąd też za namową kierowniczki Klubu Nauczyciela kol. Felicji Bykowskiej, społecznik wyraził zgodę akompaniować Mini Belferkowi – śpiewającym zapartym tchem na "wysokim C" emerytowanym nauczycielom, uzupełniającym programy uroczystościom w Klubie, nauczycielom emerytowanym sekcji Wilno-Grodno-Lwów, emerytom SP 4, emerytom i rencistom w Klubie przy ul. Sienkiewicza prezesom Oddziału Zarządu Ognisk, Komendzie Harcerstwa – seniorom w Lęborku.

Pasjonata gry w tenisa stołowego kol. Roman Rzoska zorganizował turniej w ZSMech. Dla nauczycieli Ognisk w liczbie około 20 członków kobiet i mężczyzn. Przy herbacie i kawie puchary i dyplomy wręczali prezes Zarządu Oddziału kol. Jerzy Repiński i piszący.

Za przykładem tenisa stołowego, zgłosili swój akces zorganizowania mistrzostw w ko metce Szkoła Podstawowa nr 8.

Już wcześniej brydżyści reprezentowali nasz Oddział w VI Mistrzostwach ZNP brydża sportowego w Grudziądzu, zajmując czołowe miejsca w Polsce, ale w roku 2002 prześli sami siebie w składzie:

Kazimierz Gierulski, Bogumił Kozłowski zajęli pierwsze miejsce - "Chwała zwycięzcom, niech żyją pokonani"- Oby takich imprez i sukcesów było coraz więcej.

Dziękujemy "BOLO" Bolesław Bykowski

Tytuł: „On ma być nauczycielem. Cząstka pracy w 47-leciu stażu".
Liczebność zbioru: 1
Autor: Bolesław Bykowski
Ofiarodawca: ZNP oddz.Lębork
Miejsce wytworzenia: Lębork
Rodzaj: Tekst
Umieszczone w OSA: NIE

 

                                                                                                                                                                                                         Bolesław Bykowski

 

 

                                                                                                           " On ma być nauczycielem.
                                                                                                         Cząstka pracy w 47-leciu stażu".

 

 

Życie moje, to tak jak w piosence „Owe dni wspominać będziesz, nie zapomnisz owych dni". Będąc jednym z pierwszych absolwentów, po 10-miesięcznym kursie Liceum Pedagogicznego w Lęborku ze świadectwem dojrzałości (Nr 20A z dnia 30 lipca 1948 r.), zostałem skierowany nakazem pracy do Paraszyna, gm. Rozłazino, pow. Lębork przez inspektora szkolnego p. Zygmunta Wyckiego (poinformował mnie, że mam się zgłosić u kierownika szkoły p. Antoniego Gackowskiego w Rozłazinie). Po rozmowie z inspektorem wróciłem do Liceum Pedagogicznego, aby pożegnać się z kolegami. Okazało się wówczas, że Kazimierz Hilla, uczeń kl. III oraz zawodnik naszej szkolnej drużyny SKS - LP (piłka siatkowa), mieszka w Rozłazinie na plebanii kościoła, gdzie jego ojciec jest organistą. Tak też do Rozłazina wybraliśmy się razem. Po krótkiej dyskusji i skonsumowaniu podwieczorku w domu u p. Hillów, Kazik odprowadził mnie 0,5 km wskazując trasę 7 km do Paraszyna. Żegnając się z akcentem wypowiadał słowa: „Trzymaj się prawej strony lasu. Nie zbaczaj, a dojdziesz do celu". Rozeszliśmy się, jednakże po czasie jeszcze raz odwróciłem się, ale Kazika już nie widziałem.

Na piątym kilometrze (być może), kiedy odpoczywałem zobaczyłem orne pola, łąki oraz dym unoszący się zza lasu, a opodal gospodarza bronującego jednym koniem połać pola. Pozdrowiłem go: Szczęść Boże, odpowiedział: Bóg zapłać. Ośmielony zapytałem: Czy daleko do Paraszyna, do szkoły? Wyjaśnił, że czeka mnie jeszcze dalsza wędrówka: 1,5 km do Paraszyna, a do szkoły 2,5 km. Jednakże pomagając mu wrzucić brony i swoją walizkę na wóz w dalszą moją „podróż życia" wyruszyliśmy już razem. Podczas jazdy dowiedziałem się, że szkoła jest spalona. Aktualnie gmina przygotowuje szkołę w budynku tzw. pocelnym po „Granschucie" (przed wojną przebiegała tu granica polsko-niemiecka). Na rozmowie czas szybko przeleciał, gdy zatrzymaliśmy się na mostku rzeki Łeby obok posesji sołtysa Józefa Kleiny i żony jego Heleny, którzy pracowali przy drewnie na opał. Kiedy zszedłem z wozu i podziękowałem woźnicy (jak się później okazało p. Bulmanowi, którego dziecko uczęszczało do szkoły) sołtys na mój widok podniósł głowę i patrząc na mnie oraz swoją żonę radosnym głosem powiedział: „Zdrzy białka szkony idze". Przestali pracować, zaprosili do wnętrza domu, gdzie panował półmrok i zapalili – ku mojemu zdziwieniu – lampę naftową. Na płycie żelaznej kuchni w żelaznym garnku unosiła się para ciepłej wody. Szybko się umyłem słysząc głos gospodyni zapraszający do stołu. Byłem głodny, zmęczony po tak długiej marszrucie i mnogości wrażeń. Kolację jednakże pamiętam z detalami – chleb, masło swojskie, tzw. zimne nóżki („zilz"), ogórkowe pikle i pytlowana szynka suszona w piecu po wypieczonym chlebie oraz kawa z mlekiem. Była to wprost uczta po internackim jedzeniu dająca zapomnienie o lampie naftowej.

Paraszyńska pierwsza noc wydawała się być jedną z najdłuższych w mym życiu. Nie mogłem zasnąć. Myślałem o szkole: „Jak wygląda? Jaka jest?". Obok mnie leżał sołtys, który owej nocy nie był skory do rozmowy. Był bardziej tajemniczy i nieufny. Ja jednak, czując się bardzo niepewnie i samotnie zacząłem się mu jednak zwierzać – Urodziłem się w Tarnopolu, ojciec mi zmarł w 1940 r., gdy miałem 12 lat. Brat mój Eugeniusz mając 18 lat został żołnierzem I Dywizji im. Tadeusza Kościuszki i szturmował Berlin, a ja mając 16 lat chciałem bardzo walczyć. Przekroczyłem granicę w Rawie Ruskiej i w Lublinie w oddziale gospodarczym przy sztabie generała Berlinga robiłem buty na front, a wieczorami chodziłem na kurs szoferski. Moja matka Olga była bardzo odważną kobietą. Na podstawie numeru poczty polowej z Tarnopola do Międzylesia pod Warszawą dotarła na front do ziemianki brata Eugeniusza. W drodze powrotnej odwiedziła mnie w Lublinie błagając, żebym nie szedł na front, mówiąc: A jak Gieniu zginie z kim ja zostanę?

Sołtys się ożywił, zaczął opowiadać o Paraszynie, o napływowej ludności kaszubskiej z pobliskiego Tępcza, o miejscowej ludności niemieckiej w Łówczu Dolnym, Średnim i Górnym. O tragedii w pobliskim lesie, gdzie właściciel majątku zamieszkujący XVIII-wieczny dworek – p. Kobus – w obawie przed represjami ze strony Armii Czerwonej uśmiercił żyletką trzy córki, żonę i siebie. Poderżniętego 16-letniego syna Heinza Kobusa sowieci odratowali, jednak na jego szyi pozostała wielka szrama (Uczyłem go na kursie dla analfabetów).

Rano, po śniadaniu, sołtys zaprzągł jednokonny powóz i udaliśmy się w kierunku Porzecza. Jechaliśmy równolegle z prądem malowniczej pradoliny rzeki Łeby, gdzie lodowiec ukształtował rzeźbę krajobrazu po obu stronach rzeki o znacznych wysokościach. Po lewej stronie drogi minęliśmy zgliszcza byłej pięknej szkoły, z prawej strony wzgórze – miejsce, gdzie stoi krzyż i miejsce egzekucji rodziny Kobusów oraz wzgórze, gdzie już podczas nauki demonstrowałem zjazdy na nartach.

Po przejechaniu 100 metrów stanęliśmy przed budynkiem „pocelnym", przyszłą szkołą. Widok, który przed nami się roztaczał nie był przyjazny... Cztery ściany i zdewastowana podłoga – przyszła szkoła, w której brakowało nie tylko okien i drzwi. Ale to nas, a przede wszystkim mnie, nie zniechęciło. Już na miejscu udało nam się załatwić woźnego do opieki nad przyszłą szkołą p. Michała Miotka, człowieka z wielodzietną rodziną. Nie ukrywam, że dla mnie był to początek dalszych perypetii lokalowych.

Za rzeką idąc lasem do szkoły, w miejscowości Tępcz mieszkał p. Józef Wąsiewski z żoną lwowianką która pokrzepiła mnie na duchu i wspólnie wyrazili zgodę na dwutygodniowy mój pobyt u nich – wraz z wyżywieniem – do czasu wyremontowania pomieszczeń przy szkole u państwa Bobkowskich.

Jadąc później do gminy (Rozłazino) w Nawczu załatwiliśmy u kierownika szkoły p. Jana Wolskiego (dr pedagogiki, wykładowca PAP w Słupsku w latach 60) ławki szkolne, które zobowiązał się dostarczyć do Porzecza. W gminie zastaliśmy wójta p. Stefana Gabrysia. Po wypowiedziach można było zorientować się, że jest sympatycznym, odpowiedzialnym i słownym człowiekiem (m.in. w przeciągu dwóch dni wstawiono okna i drzwi w szkole). W Rozłazinie tegoż dnia, na rachunek gminy, zakupiliśmy lampy, naftę, szczotki, szufelki, materiały kancelaryjne dla kierownika szkoły. Po tak intensywnym dniu, wracając do Tępcza, na twarzach naszych można było odczytać wielkie zadowolenie z załatwionych spraw. Zwłaszcza widać to było wyraźnie u sołtysa. Był to wyskoki, przystojny mężczyzna około 30 roku życia, żonaty i mający pięcioletnią córkę. To on pierwszy zaczął darzyć mnie wielkim zaufaniem i szczerze zwierzył mi się, że jestem czwartym nauczycielem, który tu pozostał. Również opowiedział mi (jak ja to uczyniłem wcześniej) część swojego życia dotyczącego okresu wojny, m.in., że był on zwerbowany do Wermachtu, walczył pod Stalingradem przeżywając piekło wojennej pożogi.

Dnia 15 września 1948 roku zebrały się dzieci w klasie. Było ich 37. Rocznikami podzieliłem je na oddziały o klasach łączonych I-II, III-IV a jedna z dziewczynek – Aniela Miotk – „tworzyła" klasę piątą. Założyłem arkusze ocen, podałem plan godzin. W ten sposób rozpoczęły się pierwsze dni nauki.

Uczyłem dzieci polskie, kaszubskie i niemieckie. ...A przecież te kaszubskie to też polskie. Początkowo były widoczne podziały, ale z czasem zanikły. Zabawy, wycieczki, zawody sportowe zatarły różnice. Ukonstytuował się Komitet Rodzicielski. Przewodniczącą została wybrana żona leśniczego p. Irena Wąsiewska, która dobrała sobie zastępcę i skarbnika. Postanowiono ogrodzić szkołę. Leśniczy p. Józef Skrzypkowski wskazał woźnemu, które sosny można ściąć; sztachety wyrobił młynarz p. Kreft z Dolnego Łowcza, a gwoździe dostarczyła gmina. Wspólnie zbudowaliśmy płot okalający szkołę i dzięki temu dziki z pobliskiego lasu nie miały wstępu na jej teren. Część ogrodzonego terenu wykorzystałem na budowę skoczni w dal, równoważnię i słup do wspinania się. Była to alternatywa na brak sali gimnastycznej.

W listopadzie tegoż roku wizytował szkołę inspektor szkolny p. Zygmunt Wycke, który był (nie chwaląc się) podbudowany moją postawą. Był on na lekcji języka polskiego w kl. I, kiedy wprowadzałem literkę „d" poglądowo i analitycznie na narysowanym na brystolu rysunku. Uczyłem wówczas wszystkich przedmiotów, łącznie z religią. Po omówieniu pracy organizacyjnej i dydaktyczno-wychowawczej szkoły zobowiązał mnie do zorganizowania: kursu dla analfabetów, klasy siódmej dla pracujących oraz biblioteki dla młodzieży i dorosłych. Po obiedzie, przygotowanym przez moją matkę Olgę, inspektor szkolny został odwieziony powozem konnym na stację kolejową do Strzebielina.

Wspomniałem o matce Oldze, która transportem repatriacyjnym została skierowana do Bytomia, a na mój list – pod koniec września – zareagowała, tak jak każda matka. Przyjechała do mnie, do Paraszyna. Przyznaję, że płakała rzewnymi łzami na widok tego co zastała w Paraszynie, jednakże rozumiała co w obecnych czasach znaczył nakaz pracy. Chciałbym zaznaczyć w tym miejscu, że do szkoły należała łąka i ziemia, której część dzierżawił jeden z miejscowych gospodarzy. W zamian za dzierżawę przekazał mojej matce do hodowli kurczaki, gęsi i prosięta. Natomiast wójt gminy za to, że zorganizowała Koło Gospodyń Wiejskich i zabawy w dworku dla miejscowej ludności w nagrodę przekazał Jej kozę z koźlętami. Na nudy nie było czasu zwłaszcza, że dochód z zabaw wykorzystywany był na wycieczki do Gdyni, Malborka, a z czasem i do Warszawy.

Zgodnie z zaleceniami inspektora zorganizowałem kurs dla analfabetów i 42 osób w wieku 16-60 lat, który odbywał się przy lampach naftowych trzy razy w tygodniu od godz. 18 do 20. Uczyłem liter oraz rachunków. Zachęcałem do nauki poprzez inscenizowanie wybitnych utworów klasyki polskiej (m.in. „Balladynę", „Świteziankę", „Gospodarz to ja"). Po przedstawieniach, wspólnie z Komitetem Rodzicielskim, organizowaliśmy w szkole zabawy taneczne, z których dochód przeznaczony był na organizowanie wycieczek dla młodzieży szkolnej do Gdyni, Gdańska, Sopotu.

Pewnego dnia otwierają się drzwi szkoły, a w drzwiach stoją członkowie Powiatowej Komisji do spraw walki z analfabetyzmem z jej przewodniczącym Antonim Korczem (wcześniejszym moim nauczycielem) – zawodnik i sędzia piłkarski – wspaniałym erudytą o bogatej wyobraźni i fantazji. To on przemawiał do kursantów, a oni słuchali go z zapartym tchem. Tegoż dnia wszyscy wychodzili ze szkoły z zadowoleniem, i słuchacze-kursanci, i wizytatorzy.

Szkoła nawet przy lampach naftowych była ogniskiem nauki, kultury i zabawy. Dowodem tego były Jasełka, których wykonawcami była starsza i młodsza młodzież. To Jasełka integrowały zróżnicowane społeczeństwo, o którym już wcześniej wspominałem.

       Miłym akcentem zakończyły się Jasełka 1948 r. Do naszego pokoju, który był jadalnią, sypialnią, kancelarią i biblioteką, wkroczyli Kaszubi – mężczyźni w ilości około 12 – i mojej matce Oldze wręczyli mikołajkowe upominki w postaci słoniny, kiełbasy, masła, chleba oraz... skarpet itp. Z woźnym – w tym czasie – gasiliśmy lampy, zamykaliśmy klasę. Później, wchodząc do pokoju, ku mojemu zdziwieniu zobaczyłem radosne twarze mężczyzn i sołtysa, który w imieniu rodziców powiedział: „Szkolny Ty je nasz".

Na wiosnę 1949 roku miejscowi gospodarze przygotowali glebę pod zakontraktowany len, a ja nauczyłem się przy nich kosić kosą łąkę. Rewanżowałem się im pisaniem podań, próśb do gminy i powiatu.

W gminie Rozłazino zostałem wybrany na przewodniczącego LZS. Organizowałem imprezy propagandowe w piłce nożnej pomiędzy LZS - KS "Ogniwo" Lębork (w drużynie, w której grałem) oraz pokazowe wałki bokserskie z udziałem ucznia Ignacego Nawrockiego – późniejszego trenera młodzieżowej kadry narodowej Polski. Sukcesem zakończyła się organizacja ZSL, natomiast fiaskiem Spółdzielnia Produkcyjna. Być może słusznie, gdyż w latach pięćdziesiątych rozpadły się jedyne dwie Spółdzielnie w Bukowinie i Garczegorzu.

Z zabawniejszych wspomnień pozostał w mej pamięci wyjazd do Rozłazina po zakup mięsa na kartki. Niestety zastałem zamknięty sklep, udałem się więc na plebanię do proboszcza księdza Michała Fuglewicza, który wręczył mi 38 katechizmów do nauczania religii, w tym jeden dla mnie, a mą zmartwioną twarz rozjaśnił lampką smacznego wina i trzema kilogramami mięsa, mówiąc: Jeśli ci zabraknie... przyjeżdżaj!"

Zarówno do Związku Nauczycielstwa Polskiego, jaki do kasy zapomogowo-pożyczkowej zapisałem się w październiku 1948 r., czyli równo pięćdziesiąt pięć lat temu, pełniąc różne funkcje społeczne.

Pierwszą pensję nauczycielską otrzymałem w grudniu 1948 roku za cztery miesiące (licząc wstecz). Natychmiast z matką Olgą udaliśmy się do Wejherowa, żeby się chociaż częściowo ubrać. Wojna strawiła nam wszystko. Rozpoczynaliśmy powojenne życie od zera. Wakacje letnie oraz ferie zimowe w okresie trzech lat pracy w Porzeczu wykorzystywałem na doskonalenie zawodowe, m.in. na kursach centralnych z zakresu wychowania fizycznego i sportu, jak również pracowałem jako wychowawca kolonijny.

Dziś z przyjemnością spotykam uczniów lub rodziców, których uczyłem m.in. w Porzeczu: płk Marynarki Wojennej Józefa Wąsiewskiego, panią Halinę Pruską z domu Treder (ekonomistka) oraz jej dzieci /LO w Lęborku/ – Mariolę Pruską archeologa i byłą koszykarkę MKS-u Lębork oraz Jarosława Pruskiego (AWF Gdańsk), którego młodzieńcze fascynacje sportem, a przede wszystkim piłką siatkową przerodziły się w zawodową pasję życiową oraz mgr inż. leśnika Antoniego Licała (sędzia piłkarski).

W odległym, jak dla mnie, Porzeczu nie byłem osamotniony. Przyjeżdżali, współczuli i dodawali otuchy ludzie, z którymi zakładałem MKS „Wiedza" Lębork – mgr Albert Staniszewski, inż. Bonifacy Przybyła; koledzy z młodszych klas, z którymi grałem w drużynie: Kazimierz Hilla, Eugeniusz Burzycki; praktykanci m.in. Henryk Śpiewak, Klemens Derkowski oraz mgr Stanisław Gołąb – wielki mój przyjaciel, który pełniąc funkcje inspektora wychowania fizycznego i sportu w Inspektoracie Szkolnym w Lęborku skierował mnie w roku szkolnym 1951/52 na Wyższy Kurs Nauczycielski z zakresu wychowania fizycznego do Wrocławia.

O trzyletniej pracy 20-letniego nauczyciela w nowo założonej – od podstaw – szko­le w Porzeczu napisałem sporo dlatego, że była to szkoła mego nowego, powojennego życia w nieznanym środowisku – Kaszubów. Uczyłem dzieci i ich rodziców, którzy byli mi za to wdzięczni i bardzo życzliwi. Opuszczając ich i Porzecze, udając się do Wrocławia, płakali.

Kiedy ponownie, w lipcu 1998 roku, odwiedziłem moją pierwszą założoną szkołę bardzo się ucieszyłem, gdyż ujrzałem zadbany obiekt. Powstało tu Leśne Schronisko „Łowców Przygód" - miejsce wypoczynku dzieci i młodzieży.

 


 

 

 

 

 

 

                                                    

 

Tytuł: Kardan - Wał Kardana _ Klub pod 4 - MOK Lębork
Liczebność zbioru: 1
Okres: 1990
Miejsce zdarzenia: Lębork
Rodzaj: Video
Umieszczone w OSA: NIE

Losy Lęborskiego ośrodka kultury jako poniemiecka spuścizna, chyba bez wartości dla powojennego miasta skoro tak się z tym rozprawili.Nigdzie nie znalazłem zdjęcia od frontu tego kina przed zburzeniem, ale na zdjęciu ze skrzyżowaniem widać w oddali boczną ścianę tego obiektu.Gra zespół Kardan z Lęborka, koncert zarejestrowany na dwóch zdjęciach odbył się prawdopodobnie w 1990 roku.

                                         Link do filmu:https:

                                                                       //www.youtube.com/watch?v=CRsASmbn-e4

Tytuł: Lęborskie kolejnictwo minionej epoki _ J&J - Stracone dni
Liczebność zbioru: 1
Miejsce zdarzenia: Lębork
Rodzaj: Video
Umieszczone w OSA: NIE

Pamiętam jakim oknem na świat było PKP w PRL-u i dworzec kolejowy w Lęborku na pierwszym zdjęciu.Wjeżdżająca lokomotywa z pełnym składem osobowym na peron, panika żeby złapać miejsce do siedzenia i buchająca parą lokomotywa.W dalszej podróży liczne przesiadki i w czasie postoju kolejarz odbijający klocki hamulcowe od kół.Nie wspomnę o tak zwanym "zrywie" lokomotywy przy ruszaniu czy podziwianiu długiego składu na łuku z lokomotywą na przedzie. Zdjęciom dodałem trochę świeżości, które pochodzą w znacznej części z kolekcji Krzysztofa Brychczyńskiego, myślę że tylko autor zdjęć może stwierdzić które zrobił sam.Oczywiście poza pierwszym bo jest przedwojenne.Słowa i muzyka - J. Rośilk Wykonanie: J&J - J.Roślik i J.Kędzierski

Oto link do filmu:   

                                           https://www.youtube.com/watch?v=UA-JEFemm24

Tytuł: Lębork - czy w tym mieście mogło powstać muzeum kolejnictwa ?
Liczebność zbioru: 1
Rodzaj: Video
Umieszczone w OSA: NIE

Od strony technicznej na pewno, ale kto by to ogarnął.Jakoś w tym mieście sprawy kulturalne w owym czasie były na ostatnim miejscu.Szkoda ,że wszystkie obiekty kolejowe zostały zniszczone bo obecnie dworzec wyglada ja w małym prowincjonalnym miasteczku.Małe zaplecze techniczne pozwoliło by na utrzymanie linii kolejowej z Łebą ,nawet ze składem retro , a to już by była promocja miasta.Może wciąż pokutuje myśl, że to nie nasze to" po niemieckie"? Materiał zdjęciowy muzeum na Śląsku otrzymałem od kolegi Stefana Wekera, pilota i miłośnika parowozów. Podkład muzyczny J.Roślik

 

 

A to link do fimu- zdjęcia z Lęborka są pod koniec :

                                                                      https://www.youtube.com/watch?v=IT2yhkn7CYg

Tytuł: Lęborska Fregata - RH Blues 1997 rok
Liczebność zbioru: 1
Okres: 1997
Miejsce zdarzenia: Lębork
Rodzaj: Video
Umieszczone w OSA: NIE

Dni Fregaty jaką pamiętamy z lat młodości były już policzone.Była to jedna z ostatnich imprez przed przekształceniem tego miejsca w Dyskotekę.Impreza pod nazwą "Dzieci dzieciom" i pierwszy występ RH Blues z nowym perkusistą.Wiesiek karpik - perkusja ,Sławek Cieślikowski - bas , Jarek Roślik - gitara.

A to link do zapisu koncertu :                       

                                                                 https://www.youtube.com/watch?v=wzi7PaOR-uk

Tytuł: Jarmuła - Stare fotografie.
Liczebność zbioru: 1
Autor: Jarmuła ?
Okres: nieustalony
Miejsce zdarzenia: Lębork
Rodzaj: Video
Umieszczone w OSA: NIE

Oto link do filmiku pokazującego Lębork w PRL-u

                                                                      https://www.youtube.com/watch?v=pUwMb_ny-Wg

 

 

Tytuł: Lębork-Quiz
Liczebność zbioru: 1
Autor: nieznany
Okres: nieustalony
Miejsce zdarzenia: Lębork
Rodzaj: Video
Umieszczone w OSA: NIE

Lębork _Quiz - Czy wiesz gdzie jest to miejsce lub gdzie był ten budynek w Lęborku?

Oto link do filmiku z zagadkami:

                                                                              https://www.youtube.com/watch?v=qs6n5x99JWQ

Tytuł: SEPTYMY
Liczebność zbioru: 7
Autor: nieznany
Okres: nieustalony
Miejsce zdarzenia: Lębork
Rodzaj: Obraz, Tekst
Umieszczone w OSA: NIE

 

 

 

 

 
 
 
 
Tytuł: Roszarnia czyli Włóknolen
Liczebność zbioru: 6
Autor: nieznany
Okres: nieustalony
Miejsce zdarzenia: Lębork
Rodzaj: Obraz
Umieszczone w OSA: NIE

 
Tytuł: Plac Pokoju w 1945
Liczebność zbioru: 15
Autor: nieznany
Okres: 1945-1950
Twórca: nieznany
Miejsce zdarzenia: Lębork
Rodzaj: Obraz
Umieszczone w OSA: NIE

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Tytuł: PKP.Parowozownia
Liczebność zbioru: 8
Autor: nieznany
Okres: nieustalony
Miejsce zdarzenia: Lębork
Rodzaj: Obraz
Umieszczone w OSA: NIE

 

 

 

 

 

 

 
 
 
 
 
 
Tytuł: MEPROZET
Liczebność zbioru: 7
Okres: 1971-1980
Miejsce zdarzenia: Lębork
Ofiarodawca: nieznany
Rodzaj: Obraz
Umieszczone w OSA: NIE

 

 
 
Tytuł: Pałace i dworki w dawnym powiecie lęborskim
Liczebność zbioru: 1
Autor: nieznany
Rodzaj: Video
Umieszczone w OSA: NIE

                       Od niepodpisanej osoby otrzymalismy prezentację przedstawiającą dworki i pałace ziemi lęborskiej                       

                                                                                 link do prezentacji tu:

 

                                                        :https://www.youtube.com/watch?v=gNXwQj6bifo

Tytuł: Józef Kwiek - najlepszy lęborski szewc
Liczebność zbioru: 5
Miejsce zdarzenia: Lębork
Miejsce wytworzenia: Lębork
Rodzaj: Obraz, Tekst
Umieszczone w OSA: NIE

                       

 

 

 

                                  Józef Kwiek

 

          Józef Kwiek urodził się 5.04.1928 r. w Sokołowie Podlaskim niedaleko Siedlec w rodzinie szlacheckiej. Bardzo wcześnie, bo wieku już 6 lat stracił ojca i niedługo później również ukochaną matkę. Miał dwóch braci i jedną siostrę.

          Po śmierci rodziców wychowywali go krewni. W bardzo młodym wieku został oddany do nauki zawodu. Jego profesją stało się szewstwo. W czasie wojny jako kilkunastoletni chłopiec włączył się w czynny opór przeciwko hitlerowskiemu okupantowi. Należał do Armii Krajowej. Miał pseudonim „Rudy”. Do końca życia rzadko opowiadał o tamtych bardzo trudnych, niebezpiecznych, ciężkich czasach i wydarzeniach, które wywarły na nim ogromne piętno.

          Nasz wspaniały Ojciec i Dziadek przez większość swojego życia był rzemieślnikiem i prowadził usługowy zakład szewski. Zajmował się naprawą i wyrobem obuwia skórzanego. Przez długie lata swojej sumiennej pracy doszedł do perfekcji w swoim zawodzie, a Jego wyroby były słynne nie tylko w Lęborku ale i na całym Pomorzu. Słynny był z solidnych, trwałych i mocnych wyrobów. Był członkiem Cechu Rzemiosł Różnych w Lęborku. Wielokrotnie zasiadał w jego władzach, reprezentował na różnych uroczystościach. Pełnił również społeczne funkcje ławnika sądowego. Za zasługi w działalności społecznej został odznaczony m.in. Złotym Krzyżem nadanym uchwałą Rady Państwa, Złotym Krzyżem Zasługi im. Jana Kilińskiego za Zasługi dla Rzemiosła Polskiego, odznaką za zasługi dla województwa słupskiego. Wykształcił wielu pracowników.

          Józef Kwiek miał żonę Stefanię z d. Choszcz, z którą wychował 4 córki. Stefania Kwiek była wspaniałą matką, żoną, przyjaciółką i sąsiadką. Doczekał się 7 wnucząt. Rodziny założone przez córki Józefa i Stefanii rozwijają się owocnie dalej i w większości zamieszkują Lębork.

Przez całe życie starał się zapewnić swoim dzieciom godziwe życie. W życiu rodzinnym odznaczał się skromnością, dużą pracowitością i był gotowy zawsze się poświęcić.

Pamiętamy go jako człowieka – Ojca pełnego godności, mocnego, silnego, odważnego, wytrwałego, koleżeńskiego, z wielkim poczuciem humoru. Do dziś pamiętamy Jego mądre spostrzeżenia, rady, złote myśli i wiersze tworzone na ważne okoliczności. Cechowała go również cierpliwość, łagodność, opanowanie i umiejętność załatwienia wielu spraw. W razie potrzeby potrafił wyrazić swoje rozsądne stanowisko zawsze szanując jednocześnie zdanie innych. Był honorowy, sprawiedliwy, szlachetny i opanowany. Był również wymagający od siebie, dotrzymujący słowa, prawdziwy towarzysz, wspaniały Ojciec, na którego zawsze można było liczyć. Taki pozostanie w naszej pamięci.

Do końca swojego życia mimo wielu poważnych chorób brał czynny udział w życiu zawodowym, społecznym i religijnym. Zawsze chętnie uczestniczył w budowaniu ołtarzy na Boże Ciało, a w licznych uroczystościach brał udział w Poczcie Sztandarowym.

Po śmierci został pochowany w grobowcu rodzinnym obok żony, która umarła 12 lat wcześniej. W żalu i smutku pozostawił rodzinę i przyjaciół.

Kochamy, pamiętamy i wspominamy go często.

                                                           Rodzina

Zdjęcie zrobione w latach 80-tych

Lata 50-te.Chwila wytchnienia.

Józef Kwiek - drugi od strony ołtarza. Co roku, na Boże Ciało budował ołtarz przy swoim zakładzie.Fotografia z lutego 1992 roku.

 

 
Tytuł: Szkoła w Karwicy.Kolekcja nr 2 Ewy Bujak
Liczebność zbioru: 13
Okres: nieustalony
Okres: 1959 - 1988
Miejsce zdarzenia: Karwica
Ofiarodawca: Ewa Bujak
Rodzaj: Obraz
Umieszczone w OSA: NIE

 

 

Od biblioteki w Maszewie otrzymaliśmy kolejną partię zdjęć, pochodzących z Fotokroniki Gminy Cewice. Są to zdjęcia uczniów, nauczycieli

i szkoły w Karwicy, które udostępniła Pani Ewa Bujak.

 

 

 Lata 60. Na zdjęciu Augustyn Bujak z uczniami przed Szkołą Podstawową w Karwicy. Zdjęcie udostępniła Ewa Bujak. Lata 60. Na zdjęciu Augustyn Bujak z uczniami przed Szkołą Podstawową w Karwicy. Zdjęcie udostępniła Ewa Bujak.Rok 1973. Na zdjęciu Augustyn Bujak z uczniami Szkoły Podstawowej w Karwicy. Zdjęcie udostępniła Ewa Bujak.Rok 1974. Na zdjęciu Augustyn Bujak z uczniami Szkoły Podstawowej w Karwicy. Zdjęcie udostępniła Ewa Bujak.Lata 60. Na zdjęciu Augustyn Bujak z uczniami Szkoły Podstawowej w Karwicy. Zdjęcie udostępniła Ewa Bujak.Lata 80. Na zdjęciu Augustyn Bujak z uczniami Szkoły Podstawowej w Karwicy. Zdjęcie udostępniła Ewa Bujak.Lata 80. Na zdjęciu Augustyn Bujak z uczniami Szkoły Podstawowej w Karwicy. Zdjęcie udostępniła Ewa Bujak.Rok szkolny 1982/1983. Na zdjęciu nauczyciel Augustyn Bujak ze swoimi uczniami przed szkołą w Karwicy. Zdjęcie udostępniła Ewa Bujak.Rok 1988. Wręczanie Medalu Komisji Edukacji Narodowej Panu Augustynowi Bujakowi ze szkoły w Karwicy. Zdjęcie udostępniła Ewa Bujak.Rok szkolny 1959/1960. Pożegnanie uczniów klas VII ze Szkoły Podstawowej w Karwicy. Zdjęcie udostępniła Ewa Bujak.Rok szkolny 1950/1951 (1951/1952?). Na zdjęciu uczniowie ze Szkoły Podstawowej w Karwicy wraz ze swoją wychowawczynią oczekują na ferie letnie. Zdjęcie udostępniła Ewa Bujak.Lata 60. Na zdjęciu nauczycielka Lucyna Szymańska ze swoimi uczniami przed szkołą w Karwicy. Zdjęcie udostępniła Ewa Bujak.Rok szkolny 1959/1960. Pożegnanie uczniów klas VII ze Szkoły Podstawowej w Karwicy. Zdjęcie udostępniła Ewa Bujak.

Tytuł: Słupska,Bieruta, Staromiejska
Liczebność zbioru: 5
Autor: nieznany
Okres: nieustalony
Miejsce zdarzenia: Lębork
Rodzaj: Obraz
Umieszczone w OSA: NIE

1952lata 70 tetam był zakład stolarski spółdzielni Cepelia

 

 
Tytuł: Notatki p.Jerzego Krupy
Liczebność zbioru: 4
Autor: Jerzy Krupa
Okres: 1951-1960
Twórca: Jerzy Krupa
Miejsce zdarzenia: Lębork
Ofiarodawca: Jerzy Krupa
Rodzaj: Tekst
Umieszczone w OSA: NIE

 

 

Pan Jerzy Krupa, kolejarz, przysłał nam swoje notatki dotyczące sportu w Lęborku.

Dziękujemy.

 

 

 

 

 
Tytuł: Majewskiego/ Stryjewskiego
Liczebność zbioru: 12
Okres: nieustalony
Miejsce zdarzenia: Lębork
Rodzaj: Obraz
Umieszczone w OSA: NIE

Malczewskiego - równoległa do Majewskiego

MalczewskiegoMalczewskiego przy Złotym Rogu

procesja Bożego Ciała - lata 70Boże Ciało .Lata 70

 
 
Tytuł: Szkoła w Lubowidzu
Liczebność zbioru: 2
Autor: nieznany
Okres: 1961 - 64
Miejsce zdarzenia: Lubowidz
Ofiarodawca: Elżbieta Pierzynowska
Rodzaj: Obraz
Umieszczone w OSA: NIE

 

 

Szkoła podstawowa w Lubowidzu. Rok.1961. Nauczycielki to Maria Brazowska i Krystyna Karwasz z d.Zalewska. Zdjęcie zrobione przy dawnych drzwiach frontowych  budynku szkoły.Szkoła podstawowa w Lubowidzu. Rok 1964. Nauczycielki:p. Maria Brazowska oraz Alicja Kondratowicz. Zdjęcie na tle budynku szkoły, dawne drzwi frontowe ( obecnie budynek jest otynkowany)